Niezniszczalny
Po ponad pięciu latach od zatrzymania, uwolniony został z białoruskiego więzienia Andrzej Poczobut. Uwięziony na fali represji po sfałszowanych przez Aleksandra Łukaszenkę wyborach, stał się symbolem niezłomnej wierności swoim ideałom. Przez lata trwały też zabiegi o jego uwolnienie, które nie przynosiły żadnych efektów. Nie wiemy jednak czy był to efekt osobistego sprzeciwu białoruskiego przywódcy, chęci uzyskania wyższej ceny za jego głowę, czy też braku zgody samego Andrzeja Poczobuta na opuszczenie rodzinnego kraju, co zawsze było jednym z warunków stawianych przez stronę białoruską w przypadku każdego ze zwalnianych więźniów. Nie wiemy też, kto obecnie w największym stopniu przyczynił się do pozytywnego finału negocjacji, chociaż nie ulega wątpliwości, że był to efekt współpracy wielu osób, instytucji i państw.
John Cole, główny amerykański negocjator, który już dwukrotnie doprowadził do uwolnienia białoruskich więźniów politycznych w zamian za częściowe zniesienie sankcji, przypisał całą zasługę powodzenia obecnej operacji Donaldowi Trumpowi i Karolowi Nawrockiemu. Nie można tego wykluczyć, chociaż wydaje się wątpliwe, że amerykański Prezydent rzeczywiście tak bardzo interesował się losem białoruskiego opozycjonisty polskiego pochodzenia. Biały Dom prowadzi z Mińskiem misterną polityczną grę (a przynajmniej tak się Amerykanom wydaje) i wymuszanie zwolnienia człowieka, który jest znienawidzony przez białoruski reżim, mogłoby zaszkodzić planom amerykańskiej administracji. Polska nie dla Amerykanów tak ważna jak się niektórym wydaje.
Inni obserwatorzy (np. Zbigniew Parafianowicz) twierdzą, że impuls do porozumienia przyszedł z rosyjskiego FSB. Zostało to jednak wymuszone przez działalność polskich, rumuńskich i mołdawskich służb specjalnych, które aresztowały kilku białoruskich i rosyjskich szpiegów (byłego wiceszefa mołdawskiego wywiadu, żonę wysokiego oficera GRU, kazachskiego dyplomatę, białoruskiego szpiega działającego w Białymstoku oraz rosyjskiego archeologa poszukiwanego przez Ukrainę za prace wykopaliskowe prowadzone na Krymie, co zresztą samo w sobie jest dość żenujące i chwały ani Polsce, ani Ukrainie nie przynosi). Ponieważ każdemu państwu zależy na uwolnieniu własnych ludzi, zwłaszcza jeżeli są szpiegami, uzyskaliśmy dzięki tym działaniom mocne karty przetargowe, a głównym rozgrywającym była nasza Agencja Wywiadu. Jeżeli ta wersja jest prawdziwa, to widać jak wielki błąd zrobił obecny polski rząd prawie dwa lata temu, gdy wydawał Rosjanom na prośbę Amerykanów Pawła Rubcowa, nie uzyskując w zamian kompletnie nic. Tłumaczenia, że Rosjanie rzekomo nie mogli nic zrobić w sprawie Andrzeja Poczobuta, ponieważ nie oni go więzili, o ile rzeczywiście nasi dyplomaci w to uwierzyli, jest dla nich kompromitujące. Chyba, że nie śmieli nie uwierzyć, ponieważ kwestionowanie wyjaśnień Wielkiego Brata przekraczało ich wyobraźnię.
Kwestia zasług w uwolnieniu Andrzeja Poczobuta jest oczywiście sprawą ważną. Ale zdecydowanie ważniejsza jest odpowiedź na inne pytanie – dlaczego znalazł się on w białoruskim więzieniu i tak długo w nim przebywał. Powodem jest oczywiście polityka polska wobec Białorusi po roku 2020, czyli po sfałszowanych wyborach prezydenckich i represjach wobec opozycji. Nasz kraj stanął w forpoczcie państw domagających się wprowadzenia sankcji na reżim Łukaszenki i wspierających opozycjonistów, którzy opuścili swój ojczyznę. Z pewnością było to stanowcze opowiedzenie się po stronie europejskich wartości, chociaż niejednokrotnie państwa „starego” Zachodu traktowały je instrumentalnie przedkładając nad nie własne interesy. Taką politykę w pełni popierała ówczesna opozycja. Jednomyślność panowała też wśród pozostałych członków Unii Europejskiej, dla których jednak Białoruś była mało znaczącym i odległym krajem (dlatego mogli sobie pozwolić na kierowanie się wartościami). Czy jednak taka polityka okazała się skuteczna i doprowadziła do zamierzonych efektów?
Po prawie sześciu latach od wprowadzenia sankcji, Aleksandr Łukaszenka dalej rządzi Białorusią, a jego władza wydaje się silniejsza niż wówczas, gdy były one wprowadzane. Białoruski autokrata przez długi czas swoich wieloletnich rządów cieszył się zresztą poparciem znacznej części społeczeństwa, a jego załamanie w roku 2020 w dużym stopniu było konsekwencją pandemii (nie inaczej było też chociażby w USA w przypadku Donalda Trumpa). Na wzrost poparcia dla Baćki w ostatnich latach, poza nienajgorszą sytuacją gospodarczą, z pewnością ma wpływ wojna w Ukrainie. Białorusini doceniają, że ich kraj nie podzielił losu południowego sąsiada, ale też nie zaangażował się w sposób bezpośredni po stronie agresora. Możliwość życia w pokoju, zwłaszcza dla narodu, który poniósł proporcjonalnie największe straty w okresie II wojny światowej, ma szczególne znaczenie. Całkowicie lojalne wobec Łukaszenki są też resorty siłowe, w tym przede wszystkim białoruskie KGB kierowane zresztą przez Polaka Jana Cierciela (Iwana Tertela). W autorytarnym systemie to fundamentalna kwestia z punktu widzenia utrzymania władzy.
Kluczową sprawą z punktu widzenia naszego bezpieczeństwa jest postawa Białorusi w razie ewentualnego konfliktu z Rosją. Bez współdziałania tego kraju agresja na Polskę jest praktycznie niemożliwa. Dlatego w naszym żywotnym interesie jest wspieranie asertywnej postawy białoruskiego dyktatora wobec Moskwy. Stopień uzależnienia gospodarczego i politycznego Mińska od Rosji wyklucza oczywiście zachowanie pełnej neutralności w razie wojny, ale już zakres jego zaangażowania może być różny. Aleksandr Łukaszenka przynajmniej od czasu przejęcia władzy w Rosji przez Władymira Putina starał się balansować między Wschodem a Zachodem, aby utrzymać jak największy zakres samodzielności od agresywnego sąsiada. Kilkakrotne próby resetu w stosunkach z USA i UE kończyły się po kolejnych falach represji wobec opozycji, co spotykało się krytyką i sankcjami nakładanymi przez Zachód. I zawsze kończyło się zwiększeniem zależności od Kremla. Nie inaczej było i po roku 2020, gdy Rosja zrezygnowała z pierwotnych planów wymiany Łukaszenki na jeszcze bardziej uległego polityka i w pełni poparła białoruskiego dyktatora. Tym samym po raz kolejny okazało się, że obrona demokratycznych wartości kosztowała nas pogorszeniem stanu naszego bezpieczeństwa. A demokracji i tak nie udało się na Białorusi wprowadzić.
Ostry konflikt z reżimem skutkował wojną hybrydową, której głównym elementem było kierowanie przez Rosjan i Białorusinów nielegalnych emigrantów z krajów azjatyckich i afrykańskich przez granicę polsko-białoruską oraz prawdopodobnie współudział w aktach terrorystycznych organizowanych przez rosyjskie służby specjalne. Koszty ochrony granicy i budowy ogrodzenia naszpikowanego systemami elektronicznymi kosztowały miliardy. Podobnie jak i straty spowodowane ograniczeniem wymiany handlowej. Sankcje i stan wyjątkowy wprowadzony na kilka miesięcy na granicy nie złamały reżimu, za to doprowadziły do bankructwa wielu drobnych przedsiębiorców.
Aleksandr Łukaszenka nie prześladował polskiej mniejszości na Białorusi z powodów narodowych. Prześladował jej przedstawicieli z powodów politycznych. Dwadzieścia lat temu rozpoczął walkę ze Związkiem Polaków na Białorusi i jej liderką Andżeliką Borys. Nie dlatego, że była Polką. Dlatego, że nie chciała podporządkować niezależnego stowarzyszenia białoruskim władzom. Z tych samych powodów ofiarą represji padł Andrzej Poczobut, a natężenie szykan wobec polskich działaczy narastało wraz z pogarszaniem się stosunków polsko-białoruskich. To właśnie dlatego dostał on tak drakoński wyrok i tak długo siedział w więzieniu. Gdyby w zamian udało się uzyskać zmianę reżimu albo chociażby modyfikację jego polityki. Ale nic takiego nie nastąpiło. Reżim stał się znacznie bardziej brutalny, a jego zależność od Moskwy jeszcze większa.
Polityka Stanów Zjednoczonych po zmianie lokatora Białego Domu uległa znaczącej zmianie. Zamiast całkowitej izolacji białoruskiego autokraty, nowa administracja podjęła z nim rozmowy, których efektem było zwolnienie sporej grupy więźniów politycznych w zamian za zniesienie niektórych sankcji. Nie wiadomo czy ostatnie porozumienie dotyczyło wyłącznie wzajemnej wymiany więźniów, czy też zawierało jeszcze jakieś dodatkowe postanowienia. Nie ulega jednak wątpliwości, że ocieplenie wzajemnych stosunków pomiędzy USA a Białorusią ma czemuś służyć. Z pewnością nie chodzi o demokratyzację tego kraju, ponieważ obecny Prezydent Stanów Zjednoczonych najchętniej zlikwidowałby demokrację w swoim kraju, a nie wymuszał jej wprowadzenie w innych. Jeżeli jednak Donald Trump liczy na przeciągnięcie Aleksandra Łukaszenki na swoją stronę i wykorzystanie go w jakiejś rozgrywce z Rosją, to srodze się zawiedzie. Przywódca Białorusi ani nie chce, ani tym bardziej nie może zmienić kluczowego sojusznika. Zależność jego kraju od Moskwy jest zbyt duża, a mimo lojalności armii, służb i administracji, Łukaszenka zdaje sobie sprawę, że wszystko ma swoje granice, a ich przekroczenie mogłoby zakończyć jego już ponad trzydziestoletnie rządy. A to ostatnia rzecz, do której chciałby dopuścić człowiek, który jest najdłużej sprawującym władzę politykiem w Europie.
Karol Winiarski
