Koncert patriotyczny w Będzinie
23 września na obiektach sportowych III L.O. im. C.K. Norwida w Będzinie o godz. 17.00 rozpocznie się koncert historyczno-patriotyczny. Wystąpi zespół „Forteca oraz raper Tadek.
Wstęp wolny.
23 września na obiektach sportowych III L.O. im. C.K. Norwida w Będzinie o godz. 17.00 rozpocznie się koncert historyczno-patriotyczny. Wystąpi zespół „Forteca oraz raper Tadek.
Wstęp wolny.
Wybory samorządowe oceniane są przez opinię publiczną jako najważniejsze – wynika z badania przeprowadzonego przez CBOS. Zgodnie z nim poczucie wpływu na sprawy lokalne ma 59 proc. ankietowanych.
Badani przez CBOS określali ważność wyborów według 10-punktowej skali. Najwyższą średnią ocen uzyskały wybory samorządowe – 7,34. Ważność wyborów prezydenckie oceniono średnio na 7,01, wyborów parlamentarnych na 6,72. Jako najmniej ważne oceniono wybory do Parlamentu Europejskiego, ze średnim wynikiem 5,64.
Według sondażu, 43 proc. ankietowanych uznało wybory do samorządów jako bardzo ważne, przypisując im ocenę 9 lub 10. 38 proc. bardzo duże znaczenie dostrzegło w wyborach prezydenckich, 35 proc. – w wyborach parlamentarnych, a 24 proc. w wyborach do PE. W porównaniu z pomiarem styczniowym średnie oceny rangi wszystkich wyborów spadły.
CBOS zbadał również wskaźnik podmiotowości obywatelskiej, czyli poczucie wpływu obywateli na sprawy kraju.
59 proc. obywateli uważa, że ma realny wpływ na to, co się dzieje w ich mieście lub gminie. 38 proc. badanych nie ma poczucia wpływu na sprawy lokalne. 3 proc. na to pytanie odparło „trudno powiedzieć”.
W stosunku do poprzedniego badania poczucie podmiotowości na szczeblu lokalnym niemal nie uległo zmianie. Wzrósł o 1 punkt procentowy odsetek osób, które uważają, że nie mają wpływu na sprawy miasta lub gminy; o tyle samo zmalał odsetek osób, które nie wyraziły zdania.
Nieco ponad 1/3 badanych (34 proc.) uważa, że ma możliwość wpływania na sprawy na poziomie krajowym; przeciwnego zdania jest 63 proc. 3 proc. wybrało odpowiedź „trudno powiedzieć”.
Według sondażu 38 proc. obywateli ocenia, iż od ludzi takich jak oni, nie zależy ani to, co się dzieje w skali ogólnopolskiej, ani na poziomie lokalnym. Poczucie wpływu zarówno na sprawy krajowe, jak i lokalne, ma 30 proc. badanych.
Badanie CBOS przeprowadzono w dniach 16-23 sierpnia, na liczącej 1066 osób reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski.
Źródło; Polska Agencja Prasowa
woj/
Informacje/ Kultura/ Sosnowiec
20 września (czwartek) w Stacji Sosnowiec (ul. Teatralna 9) odbędzie się Spotkanie Sympatyków Sosnowca. Gościem specjalnym będzie Janina Kapuścik-Witek, która zaprezentuje swoją najnowszą książkę.
“Zatrzymani w sercu” to opis kilku ostatnich lat życia pisarki, która dorastała w Sosnowca, a od kilkudziesięciu lat mieszka w Olkuszu. Jednym z wątków, któremu autorka poświęca dużo miejsca jest jej poprzednia wizyta w Stacji Sosnowiec, podczas której poznała wielu Sosnowiczan z którymi utrzymuje kontakt do dziś. Dodatkowym smaczkiem wizyty będzie to, że Pani, że właśnie w czwartek Pani Nina kończy osiemdziesiąt lat, będzie więc okazja do złożenia okolicznościowych życzeń.
Wcześniej autorka zasłynęła w Sosnowcu napisaniem powieści “Miłość Basi” i “Robert i Izabela”, których akcja dzieje się w Sosnowcu. Ma na koncie też nowelę “Znajda” oraz wiele wierszy.
Oczywiście podczas spotkania będzie można nabyć najnowszą książkę w cenie 38 zł oraz uzyskać osobistą dedykację od autorki. Będzie też okazja do wspólnej pamiątkowej fotografii. Przewidujemy też losowanie publikacji ufundowanych przez Urząd Miejski.
Gośćmi poprzednich spotkań byli m.in. Krzysztof Wałecki, Paweł Nalepa, Magdalena Boczkowska, Robert Krzysztofik, Edyta Ostojak, Sebastian Węgrzyn, Zbigniew Podsiadło, Michał Czernecki, Wojciech Leśniak, Michał Góral, Arienne Dorothea Agnoletto, Stefan Wacław Bielecki, Jacek Rykała, Rafał Bryła, Zbigniew Białas, Zbigniew Leraczyk, Janusz Osiński, Czesław Gałka, Artur Ptasiński, Mieczysław Klein, Dariusz Nawrot, Anna Urgacz-Szczęsna, Tomasz Kostro, Franciszek Wszołek, Dariusz Jurek, Janina Kapuścik-Witek, Mikołaj Dziewiatowski, Cezary Podraza, Marian Jasiński, Małgorzata Saniak, Martyna Bierońska, Paweł Duda, Mariusz Grząba, Dariusz Wrona, Sebastian Steć, Szczepan Łach, Józef Gałeczka, Leszek Baczyński, Grzegorz Onyszko, Tomasz Służałek, Dariusz Szczubiał, Marian Kardas, Zbigniew Zarzycki, Jarosław Szopa, Wojciech Jaroszewski, Krzysztof Kasprzyk i Witold Wieczorek. Rozmawiano o czasach gdy powstawało Zagłębie Sosnowiec oraz o jego żywych legendach, o historii browarów sosnowieckich, o fenomenie muzyki Ska w Sosnowcu, o 100-leciu AKS Górnik Niwka, o pracy aktora filmowego, poznaliśmy losy Basi i Izabeli na tle sosnowieckich realiów, o sukcesach sosnowieckiej koszykówki, o rozwoju Sosnowca, o latach międzywojennych w Sosnowcu, o Powstaniu Styczniowym w Sosnowcu, o aktorce Belli Darvi, o Zamku Sieleckim, o wielkich ludziach kultury i sportu rodem z miasta Kiepury, o zespołach V-2 i Oddział Zamknięty, o świecie opery, o Kopalni Sosnowiec, o Maczkach w latach międzywojennych, o sosnowieckich ewangelikach, o Teatrze Zagłębia i o powieściach „Korzeniec”, „Puder i pył”, “Rutka” i „TAL”, a także o cerkwiach sosnowieckich, największych sukcesach Płomienia Milowice i sportach walki.
Jak zwykle podczas Spotkania Sympatyków Sosnowca będzie okazja do zadawania pytań oraz do zrobienia pamiątkowych fotografii z gościem. Początek imprezy o godzinie 18. Wstęp wolny.
Źródło: 41-200.pl
Z ogromnym zainteresowaniem i nadzieją śledzę prace Komisji Weryfikacyjnej w Warszawie, widząc, jak przywraca nam poczucie sprawiedliwości i zaufanie do państwa. Nie mieści mi się w głowie, jak mogła niewielka grupa przestępcza rozkraść nieruchomości warte miliardy złotych. Jak dziurawy musiał być nasz system prawny, który to wszystko legalizował? Ta złodziejska reprywatyzacja jest najlepszym dowodem na słowa byłego ministra z PO, że państwo polskie istniało tylko teoretycznie. A odwołując się do klasyka: Polacy, czy naprawdę nic się nie stało?
Wolno jednak zapytać już nie o sam przestępczy proceder przejmowania kamienic, ale o to, jak było możliwe, aby 40 tys. warszawiaków wyrzucanych z mieszkań, nie otrzymało pomocy ani od sądów, ani od polityków, ani tym bardziej od urzędu miasta? Jak to było możliwe, że pod nosami prawników i urzędników przestępcy czuli się całkowicie bezkarni?
Obserwując, jak z dnia na dzień Komisja Weryfikacyjna, nie bacząc na niczyje interesy, odsłania kulisy warszawskiej reprywatyzacji, czuję, że zaczyna dziać się coś dobrego w naszym państwie, coś, co pokazuje, jak rządzący powinni postępować i jakich błędów nie wolno już popełnić w przyszłości.
Jestem przekonany, że kolejne zaskoczenie, nie mniejsze od pierwszego, sprawi nam wkrótce Komisja Śledcza ds. Wyłudzeń VAT. Wielu zapyta: jak to było możliwe, że politycy PO-PSL nie zauważyli luki w podatku VAT, która zaczęła dynamicznie rosnąć za ich rządów? To nie były setki milionów, ale setki miliardów złotych, których zabrakło w budżecie państwa. Jestem pewien, że Komisja śledcza zbada, czy było to tylko zaniedbanie, niekompetencja, bierność, zła wola, czy może zgoda polityczna, aby te miliardy, zamiast w budżecie, znalazły się w kieszeniach mafii VAT-owskiej.
Ponieważ mówimy tu o setkach miliardów złotych, będzie to Komisja jakiej do tej pory jeszcze nie było, Komisja, która jasno udowodni, dlaczego ministerstwo finansów, aparat skarbowy państwa, mając powszechnie dostępne informacje o rosnącej luce VAT, zachowywali się tak biernie. Przecież wystarczyło zarządzić kontrolę na rachunkach bankowych, przejrzeć przelewy firm „krzaków”, ludzi „słupów”, a efekt byłby piorunujący.
Aby ktoś nie posądził mnie o brak dowodów o skali wyłudzeń VAT za rządów PO-PSL, to przypomnę, że w 2007 r. Polska według Komisji Europejskiej była liderem w UE z najniższą luką w VAT. Tylko Holandia miała lepszy wynik. Szacowana luka stanowiła niecałe 9 proc. potencjalnych dochodów. Za rządów PO osiągnęła poziom 27 proc. Jednym słowem, luka w VAT od 2008 r. rosła w zawrotnym tempie i w 2015 r. przekroczyła 50 miliardów złotych, a skumulowana w latach 2008-2015 wynosiła ponad 262 mld zł. To było czytelne dla każdego, kto zajrzał do rocznika GUS. Czyżby nie zaglądał do niego słynny Vincent z Londynu, znany z powiedzenia, że „piniędzy nie ma i nie będzie”?
A wystarczyło zrobić to, co w szybkim tempie wprowadził minister Marian Banaś i PiS. Przede wszystkim zreformowano i usprawniono działania administracji skarbowej, rozbudowując organy podatkowe, m.in. utworzono wyspecjalizowane zespoły analityczne, wprowadzono pakiet ustaw uszczelniający VAT (pakiet transportowy, zmiana limitu płatności gotówkowych w transakcjach między przedsiębiorstwami, zmiany w zakresie rejestracji i wykreśleń podatników z rejestru VAT, rozszerzono stosowanie Jednolitego Pliku Kontrolnego (JPK), wykorzystano zagraniczne źródła danych, powstaje centralna baza faktur.
Po utworzeniu Krajowej Administracji Skarbowej nastąpił jeszcze większy wzrost skuteczności poboru i prowadzonych działań kontrolnych i karno-skarbowych (zintensyfikowano walkę w terenie z mafiami VAT-owskimi poprzez monitoring transportów, skuteczne wyeliminowanie tzw. słupów, skuteczne wdrożenie pakietu paliwowego, zmianę procedur kontrolnych itp.)
Dlatego widząc zawieszone w całej Polsce bilboardy, wrzeszczące, że PiS ukradł miliony, konfrontuję je z tym, co działo się z reprywatyzacją w Warszawie, a także ze skalą ubytków w podatku VAT, myślę, że faktycznie mieliśmy zieloną wyspę, tyle że była to zielona wyspa oszustów, cwaniaków i przestępców.
Dobre państwo to takie, w którym ludzie uczciwi wiedzą, że rządzący są po ich stronie. Natomiast ci, którzy nie są uczciwi, którzy okradają innych, muszą wiedzieć, że dobre państwo zawsze będzie dążyło do tego, aby ponieśli odpowiedzialność za swoje czyny. I tak się dzieje, choć zdaniem wielu, także moim, zbyt wolno.
Czesław Ryszka
Senator RP
Jak się okazuje nasz pazerny burmistrz zasiadał w Radzie Nadzorczej sosnowieckiego szpitala nie mając do tego stosownych uprawnień. W trakcie, udało mu się w końcu zdać stosowny egzamin, tym samym zdobywając uprawnienia, niemniej wcześniej zasiadał bezprawnie i bezpodstawnie brał niemałe wynagrodzenie. Czy Sosnowiec upomni się o zwrot? To zależy od byłego partyjnego kolegi naszego Szaleńca, czyli od A. Chęcińskiego z Platformy Obywatelskiej. Tak naprawdę cała ta sprawa jest dość zagmatwana, gdyż Szaleniec po okresie bezprawnego zasiadania nie otrzymał nowego powołania, a do dzisiaj zasiada w tejże RN. Tak swoją drogą, to klasyczny przykład koniunkturalnego wykorzystywania Rad Nadzorczych gminnych spółek.
Źródło: Nowoczesna Czeladź nr 3 (20), III kwartał 2018
Komentarz redakcyjny
Praktyka polegająca na wymianie stanowisk w spółkach miejskich między Sosnowcem a Czeladzią znana jest od dawna. Pisaliśmy o tym my, pisali inni, ale niestety proceder można oceniać jedynie w kategoriach moralnych i etycznych, bo z punktu widzenia prawa wszystko jest w porządku. Prawo zabrania włodarzom i radnym zasiadać w kierownictwach tych podmiotów jedynie w gminach, gdzie sprawują funkcje, więc kwitnie proceder polegający w skrócie na tym, że „my zatrudnimy na synekurze waszego człowieka, a wy w rewanżu naszego” i to zjawisko jest dość powszechne w Polsce.” Czyżby o tej praktyce nie wiedziały kolejne rządy? Nic z tych rzeczy. Następujące po sobie partie rządzące świadomie to tolerują, traktując powyższe jako powyborcze łupy polityczne. Celnie to zjawisko spuentował kandydat na prezydenta Sosnowca Karol Winiarski pisząc w artykule „Partyjna” samorządność:
Władza w samorządach lokalnych to możliwość zapewnienia dobrze płatnych posad partyjnym kolegom, którzy na wolnym rynku nigdy nie zdołaliby osiągnąć nawet części tych dochodów, jakie przynoszą im miejsca w zarządach i radach nadzorczych spółek komunalnych. Te publiczne pieniądze są jak smar umożliwiający funkcjonowanie partyjnych maszyn.
Kompetencje to w takich przypadkach rzecz trzeciorzędna. Kto szuka przykładów, ten znajdzie je z łatwością śledząc na przestrzeni lat poszczególne życiorysy nie tylko w Sosnowcu, Czeladzi, ale również w innych gminach. Więc nie ma się co dziwić, że nagle bardzo dochodowe funkcje w zarządach i RN spółek komunalnych obejmują ludzie, którzy wcześniej nie zarządzali nawet przysłowiowym warzywniakiem. Jeżeli do objęcia jakiej funkcji. np w Radzie Nadzorczej potrzebny jest jakiś egzamin, to zawsze można wykuć co trzeba i za setnym razem zdać. Wykształcenie kierunkowe z zakresu zarządzania lub prawa, czy jakakolwiek praktyka w tych dziedzinach nie są wymagane.
Ujawniona sprawa Zbigniewa Szaleńca – politycznego sprzymierzeńca Arkadiusza Chęcińskiego – stawia tego drugiego w niezręcznej sytuacji. Zwłaszcza, że prezydent Sosnowca kreuje się na wielce praworządnego obywatela zapraszając do magistratu CBA na podstawie domniemania o możliwości wywierania nacisku na gminę w sprawie postępowania przetargowego, a tutaj takie „kwiatki”. Ciekawe czy Zbigniew Szaleniec zostanie odwołany ze składu Rady Nadzorczej sosnowieckiego szpitala i czy Arkadiusz Chęciński upomni się o zwrot wynagrodzenia za okres „bezprawnego” zasiadania w RN – jak pyta czeladzka gazeta. To znacznie większe wyzwanie niż kabotyńskie sztuczki ze skakaniem w garniturze do basenu czy przebieranki za króla ku uciesze gawiedzi.
Do długo wyczekiwanego przez sosnowieckich kibiców meczu z Górnikiem Zabrze trener Dariusz Dudek desygnował skład z dwoma zmianami w porównaniu do ostatniego występu w Gdyni. Na ławce wylądował Adam Banasiak, a Sebastian Milewski znalazł się w ogóle poza kadrą meczową. Natomiast całkiem poprawnie zadebiutował w drużynie nowy nabytek Słowak Patrik Mraz. Górnikowi w bieżącym sezonie – w porównaniu z ubiegłym – wyraźnie nie idzie. Dorobek zabrzan przed dzisiejszym meczem, to zaledwie 2 punkty więcej niż Zagłębia, więc apetyty na przeskoczenie w tabeli Górnika były duże i jak się okazało uzasadnione, choć nie do końca spełnione.
Zagłębie rozpoczęło mecz z dużym animuszem, ale jak groźna jest młoda drużyna z Zabrza zobaczyliśmy już w 4 minucie, kiedy to uratował nas słupek, po tym jak Kamil Zapolnik zagrał na 5 metr do Igora Angulo, a ten ledwie dosięgając piłki skierował ją na słupek. Górnik starał się grać długą piłką z pominięciem linii środkowej, a Zagłębie częściej starannie budowało swoje akcje od tyłu. W 17 minucie strata piłki przez piłkarzy Górnika po wrzucie z autu i otwarta przestrzeń w środku boiska znakomicie zostały wykorzystane przez Tomasza Nowaka, który swobodnie przebiegł z piłką kilkadziesiąt metrów i zagrał do będącego na czystej pozycji Vamary Sanogo. Ten w sytuacji sam na sam przytomnie skierował piłkę do siatki obok bezradnego Tomasza Loski. W 34 minucie mogło być już 2:0, ale jak do tego nie doszło wie chyba tylko Piotr Polczak, który po idealnym dośrodkowaniu Żarko Udovicica, nie trafił głową do siatki z 5 metrów. To co może cieszyć to fakt, że po objęciu prowadzenia sosnowiczanie nie wycofali się do obrony, jak często wcześniej bywało. Nagrodą za taką postawę mógł być rzut karny za faul w 43 minucie na Vamarze Sanogo w polu karnym, ale sędzia po weryfikacji VAR zmienił decyzję. Prowadzenie Zagłębia po pierwszej połowie było w pełni zasłużone. Natomiast dość liczna grupa przyjezdnych kibiców mogła być bardzo zawiedziona nadspodziewanie słabą postawą Górnika.
Początek drugiej części gry był podobny do tego z początku spotkania. Presja Zagłębia mogła zaprocentować już dwie minuty po gwizdku na rozpoczęcie gry, ale strzał Tomasza Nowaka z okolic szesnastki dobrze wybronił Tomasz Loska. Na początku był jeszcze gol zdobyty przez Konrada Wrzesińskiego, ale słusznie nieuznany ze względu na pozycję spaloną. Po kwadransie gry można było zauważyć jakby powietrze zaczęło lekko uchodzić z graczy Zagłębia, a Górnicy zaczęli częściej gościć na naszej połowie. Natomiast kontry z głębia pola Zagłębia były bardzo groźne, bowiem obrońcy z Zabrza często nie nadążali w obronie. Zabrzanie byli bliscy wyrównania w 72 minucie, kiedy to Igor Angulo przegrał pojedynek sam na sam z Dawidem Kudłą. Końcowe 10 minut, to już rozpaczliwe ataki Górnika, które przyniosły efekt na 5 minut przed końcem spotkania. Adam Kokoszka nie upilnował przy dośrodkowaniu Adama Wolniewicza najlepszego snajpera Górnika Igora Angulo i ten w końcu pokonał uderzeniem głową naszego bramkarza. Szkoda, bo szczęście było blisko.
W sumie trzeci remis w sezonie i niezły mecz Zagłębia z młodą, utalentowaną młodzieżą Górnika. Po meczu trener Dariusz Dudek nie był zadowolony z wyniku, ale trzeba powiedzieć, że do pełni szczęścia chyba trochę zabrakło sił w końcówce i koncentracji, która przeważnie jest wynikiem zmęczenia.
Zagłębie Sosnowiec – Górnik Zabrze 1 : 1 (1 : 0)
Skład Zagłębia:
1 Dawid Kudła, 17. Michael Heinloth, 25. Piotr Polczak, 16. Mateusz Cichocki, 2. Patrik Mraz, 77. Konrad Wrzesiński, 3. Adam Kokoszka, 6. Tomasz Nowak, 8. Szymon Pawłowski, 22. Żarko Udovicic, 27. Vamara Sanogo
Rezerwowi: 23.Matko Perdijić, 4. Arkadiusz Jędrych, 9. Junior Torunarigha, 24. Bartłomiej Babiarz, 42. Alexandre Cristovao, 66. Adam Banasiak, 72. Dejan Vokić
Trener: Dariusz Dudek
Skład Górnika:
1 Tomasz Loska, 2. Przemysław Wiśniewski, 15. Dani Suarez, 5. Paweł Bochniewicz, 14. Michał Koj, 28. Maciej Ambrosiewicz, 22. Szymon Matuszek, 9. Jesus Jimenez, 19. Kamil Zapolnik, 45. Adam Ryczkowski, 17. Igor Angulo
Rezerwowi: 33. Daniel Bielica, 3. Adam Wolniewicz, 8. Konrad Nowak, 11. Daniel Liszka, 20. Marcin Urynowicz, 21. Daniel Smuga, 27. Adrian Gryszkiewicz
Trener: Marcin Brosz
Widzów 4824
W 9. edycji Nocy Teatrów Metropolii, która odbędzie się 29 września tradycyjnie weźmie udział również Teatr Zagłębia. Poniżej zamieszczamy program sosnowieckiego teatru. Wydarzenia w innych teatrach regionu można znaleźć tutaj
PROGRAM WYDARZENIA:
18:00 Czytanie performatywne „Opisu obyczajów za panowania Augusta III” Jędrzeja Kitowicza z udziałem Sosnowieckiej Orkiestry Dętej / Plac Stulecia w Sosnowu
19:00 Przemarsz aktorów, orkiestry oraz publiczności do Teatru Zagłębia
19:30 Powitanie i otwarcie sezonu 2018/2019 przez Dyrekcję Teatru Zagłębia
19:30-22:30 Wyprzedaż kostiumów teatralnych, Otwarta Szafa z Kostiumami (możliwość przymierzania kostiumów)
20:00-21:00 Warsztaty „Obyczajowy wehikuł czasu” cz. I (aktorsko-choreograficzne) – prowadzenie: aktorzy Teatru Zagłębia: Małgorzata Saniak i Krzysztof Korzeniowski *zapisy
21:00-22:00 Warsztaty „Obyczajowy wehikuł czasu” cz. II (kostiumowe) – prowadzenie aktorka Teatru Zagłębia Agnieszka Bieńkowska *zapisy
22:00-23:00 Zwiedzanie teatru z aktorem Teatru Zagłębia Michałem Bałagą *zapisy
* Zapisy: Liczba miejsc na warsztaty oraz na zwiedzanie teatru jest ograniczona. Warsztaty „Obyczajowy wehikuł czasu” są dwuczęściowe (bierze w nich udział ta sama grupa osób).
Zapisy w Biurze Obsługi Widzów: tel. 32 266 11 27 (pon-pt 8:00-15:00) / bow@teatrzaglebia.pl
Źródło: Teatr Zagłębia
W sobotę 15 września o godzinie 12.00 senator RP Michał Potoczny oraz Przemysław Wojciechowski – Prezes AWMIG Sp. z.o.o odsłonili na na budynku Aresztu Śledczego przy ul. Radocha 25 w Sosnowcu tablicę poświęconą ofiarom dwóch totalitaryzmów, którą zresztą sami ufundowali. Na tablicy widnieje napis ” W hołdzie zamordowanym i więzionym w więzieniu przy ulicy Radocha w Sosnowcu – ofiarom zbrodniczych totalitaryzmów: niemieckiego i sowieckiego oraz komunistycznego aparatu represji w okresie powojennym. Cześć Ich Pamięci. Sosnowiec 15.IX.2018r.” i ten napis mówi prawie wszystko o tym miejscu. Prawie, bo należy wspomnieć o więzieniu w tym miejscu jeszcze za czasów carskich.
Na uroczystości przybyło niewiele osób poza oficjelami i mediami. Miasto reprezentowali: przewodniczący RM Wilhelm Zych, prezydent Arkadiusz Chęciński i radny Karol Winiarski. Wygłoszono kilka okolicznościowych przemówień. Senator Michał Potoczny przypomniał historię budynków, które służyły początkowo pracownikom kolei, ale szybko zostały zaadaptowane na wiezienie. Podkreślił szczególnie smutny okres historii wiezienia przypadający na okres niemieckiej okupacji oraz lat 1945-1948 kiedy więzieniem zarządzało NKWD i kiedy to męczono i mordowano w nim polskich patriotów. Senator wspomniał też lata późniejsze (1948-1954) w których podlegało ono Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego i zarządzane było z równie wielkim barbarzyństwem i okrucieństwem. W latach stanu wojennego internowani byli w nim działacze NSZZ Solidarność. Na zakończenie uroczystości pod tablicą delegacje złożyły wiązanki kwiatów.
Pomimo tego, że zasadniczo nie wykraczamy poza tematy związane z naszym miastem lub regionem, to tym razem zdecydowaliśmy się uczynić wyjątek z oczywistych dla wszystkich internautów względów. Poniżej prezentujemy przedruk tekstu, który naszym zdaniem dobrze oddaje istotę sprawy.
Podczas środowej sesji Parlamentu Europejskiego posłowie (wśród nich reprezentacja PO) przyjęli dyrektywę o prawie autorskim na jednolitym rynku cyfrowym określaną potocznie jako ACTA2. Głosowanie nie oznacza jeszcze przyjęcia nowego prawa, lecz zgodę posłów na rozpoczęcie prac nad zaproponowanym dziś kształtem dyrektywy.
Najwięcej obaw budzą dwa artykuły: jedenasty i trzynasty. Artykuł 11 wprowadza tzw. podatek od linków. Jest to określenie mylące ponieważ w rzeczywistości chodzi o opłaty za umieszczenie odnośnika do cudzej strony internetowej. Bez tej opłaty zamieszczanie linków byłoby nielegalne.
Co to oznacza w praktyce? Przede wszystkim zmianę zasad umieszczania w wyszukiwarkach oraz mediach społecznościowych odsyłaczy do innych stron. Chodzi o to, aby wytwórcy treści (przede wszystkim wydawnictwa i agencje prasowe) mogli zarabiać nawet na udostępnianiu bardzo krótkich fragmentów tekstów, takich jak nagłówki czy tytuły. Pomysłodawcy tłumaczą, że chodzi o walkę z piractwem internetowym. Że dzięki temu rozwiązaniu wytwórcy nie będą tracić pieniędzy na podkradaniu ich materiałów przez inne serwisy i użytkowników.
To rzeczywiście jest problem, ale proponowane rozwiązanie niepokoi jeszcze bardziej. Zakłada ono bowiem, że za każdy odsyłacz wraz z fragmentem treści linkowanego materiału trzeba będzie wnieść opłatę na rzecz organizacji zajmującej się ochroną praw autorskich w internecie (coś w rodzaju polskiego ZAiKS, który pobiera opłaty za emitowanie utworów muzycznych w radiostacjach), a ta organizacja będzie następnie przekazywać pobrane pieniądze właścicielom praw autorskich. Brzmi niegroźnie? Tak, ale tylko do chwili, gdy pomyślimy o konsekwencjach takiego pomysłu. Jeśli to rozwiązanie wejdzie w życie, popularne serwisy natychmiast ograniczą liczbę udostępnianych linków, kierując się przy ich doborze arbitralnymi decyzjami. Jak można się spodziewać, premiowane będą tutaj treści od największych dostawców.
Zresztą sami pomysłodawcy nie kryją takich nadziei, tłumacząc, że przy tej okazji ograniczy się skalę fałszywych informacji w sieci. Fałszywych, czyli – mówiąc wprost – nieautoryzowanych przez liberalny mainstream. Takie założenie prowadzi już wprost do nałożenia politycznego kagańca na internet. Oznacza ono bowiem, że wszelkie treści uznane za niepoprawne znikną w czeluściach internetu.
Kolejnym budzącym obawy przepisem jest artykuł 13, który nakazuje użytkownikowi prewencyjną kontrolę zamieszczanych materiałów. Do tej pory użytkownik musiał usuwać materiały dopiero wtedy, gdy dowiedział się, że naruszają one prawa autorskie. Teraz – zanim cokolwiek umieści na stronie – musi sprawdzić, czy jest to legalne. W przypadku indywidualnego użytkownika oznacza to w praktyce zakaz umieszczania czegokolwiek, co nie jest jego autorstwa.
Artykuł 13 wprost nawiązuje do pomysłów sprzed kilku lat, gdy próbowano wdrożyć międzynarodową umowę handlową dotyczącą zwalczania obrotu towarami podrobionymi, znaną powszechnie jako ACTA. Na jej podstawie państwo delegowało na prywatne podmioty swoje kompetencje w zakresie ochrony praw autorskich. W ten sposób posiadacze tych praw mogli arbitralnie decydować o tym, co można publikować w internecie a czego nie można. Inaczej mówiąc, oddawano prywatnym koncernom kontrolę nad przepływem informacji.
O jakich koncernach mowa? Nie jest tajemnicą, że najsilniejszą presję na zaostrzenie praw autorskich wywierają Niemcy – w szczególności Axel Springer SE (będący w Polsce współwydawcą takich tytułów jak „Fakt” i „Newsweek” oraz współwłaścielem portalu onet). Jak informowało zajmujące się tematyką unijną pismo „New Europe”, Axel Springer wykorzystuje swoje wpływy wewnątrz niemieckiej CDU do przepychania na forum unijnym korzystnych dla siebie projektów. Do grona przyjaciół koncernu należą m.in. Günther Oettinger pełniący do 2016 roku funkcję komisarza ds. gospodarki cyfrowej, Manfred Weber – obecnie przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej w PE (i prawdopodobny kandydat na następcę Jean-Claude Junckera) oraz – co chyba przestaje dziwić – sprawozdawca projektu dyrektywy o prawach autorskich Axel Voss.
Przedstawiciele Axel Springer są bardzo aktywni w Brukseli. Ich najczęstszym rozmówcą jest Oettinger. Co ciekawe, do spotkań z Oettingerem dochodziło nawet wówczas, gdy utracił on stanowisko komisarza ds. polityki cyfrowej i oficjalnie nie zajmował się już tematyką praw autorskich. Nie powinno zatem nikogo zaskakiwać, że rozwiązania promowane przez niemiecki koncern i zaprzyjaźnionych z nim polityków CDU nabierają dziś kształtu oficjalnego prawa unijnego. Tym bardziej, że niemiecka chadecja – choćby dzięki Manfredowi Weberowi – ma ogromny wpływ na najliczniejszą w Parlamencie Europejskim grupę EPP, do której ze strony polskiej należy Platforma Obywatelska. Zajmujący się ze strony PO tą tematyką europoseł Tadeusz Zwiefka broni jak lew rozwiązań podsuwanych przez niemieckie koncerny. „Rosnące zjawisko naruszeń praw własności intelektualnej w internecie, czyli ujmując krótko „piractwo”, wymaga skutecznej reakcji, która pozwoli na uczciwe wynagradzanie twórców za ich dzieła” – mówił w czerwcu, zaraz po tym jak Komisja Prawna Parlamentu Europejskiego przyjęła zaproponowany przez Axela Vossa projekt dyrektywy. Problem w tym, że akurat rzeczywiści twórcy tych dzieł, a więc dziennikarze, publicyści, fotoreporterzy raczej nie zyskają na nowej dyrektywie dodatkowych pieniędzy. Jeśli ktoś zyska, to głównie posiadacze praw autorskich, wydawcy i koncerny medialne, które zajmują się dystrybucją treści.
Wydawcy wraz z przeniesieniem informacji do internetu rzeczywiście utracili sporą część zysków. Ma to miejsce również w Polsce, gdzie wszystkie tytuły prasowe – bez względu na opcję światopoglądową – z roku na rok tracą czytelników. Stąd zaciekła walka o stworzenie nowego modelu biznesowego w internecie. Trudno jednak przenieść wzorce z rynku prasowego do sieci. Użytkownicy niechętnie korzystają z płatnych platform, wolą krótkie informacje na darmowych portalach i nie zastanawiają się nad tym, że napisanie artykułu i jego wydanie sporo kosztuje, więc jeśli coś jest za darmo, to albo wydawnictwo ledwie ciągnie, aby utrzymać reklamy i czytelników albo treść jest po prostu ściągnięta z innych źródeł (czyli ukradziona).
Mimo tych problemów obecne rozwiązania prawne wydają się na razie – z punktu widzenia tzw. odbiorcy końcowego czyli użytkownika internetu – najlepszym rozwiązaniem. Dają mu bowiem szeroki wybór treści, dzięki czemu ma on – jeśli tylko jest dociekliwy i choć trochę wykształcony – szansę na wyrobienie sobie samodzielnego poglądu na interesujący go temat. Jeśli udałoby się połączyć potrzeby wydawców z potrzebami użytkowników, nie ograniczając przy tym dostępu do informacji, mielibyśmy sytuację idealną.
Utrudnienie dostępu do różnorodnych treści (bo usunięcie linków jest ogromnym utrudnieniem) oraz nakaz autocenzury publikowanych materiałów (pod kątem bardzo szeroko rozumianych praw autorskich) może doprowadzić nie tylko do pogorszenia kondycji finansowej mniejszych wydawnictw i portali oraz faktycznego wyeliminowania z obiegu informacyjnego wielu użytkowników, ale – w dalszej perspektywie – także do stworzenia monopolu ekonomicznego i informacyjnego największych graczy na rynku. Konsekwencją tego monopolu mogłaby być ideologiczna kontrola internetu, który – przynajmniej w Unii Europejskiej – przestałby być przestrzenią wolnej wymiany myśli i informacji.
autor: Konrad Kołodziejski
Źródło: wPolityce.pl
Fot: Frederic Bisson/Flickr/Creative Commons BY 2.0

Vintage Market to wyprzedaż używanych ubrań butów i dodatków, która organizowana jest z inicjatywy mieszkańców Sosnowca w ogrodzie przy Teatrze Zagłębia. Podczas wydarzenia będzie można kupić używane ubrania, buty i dodatki, a także sprzedać własne.
Druga edycja odbędzie się w sobotę, 22 września. Wyprzedaż rozpocznie się o godz. 9:00 i potrwa do 13:00.
Zapisy osób, które chciałyby wystawić swoje rzeczy, przyjmuje Biuro Obsługi Widzów Teatru Zagłębia: tel. 32 266 11 27 (pon-pt 8:00-15:00). Zgłoszenia przyjmowane są do 20 września do godz. 15:00.
Ogród Teatralna mieści się przy parkingu Teatru Zagłębia.
Podpisy zdjęć:
Fot. Maciej Stobierski -zdjęcia z pierwszej edycji Vintage Marketu.
