Kryptoafera
Dwa miesiące temu polityczni wróżbici, czyli przedstawiciele tzw. komentariatu, a także rzecz oczywista politycy prawicy, głosili koniec Koalicji Obywatelskiej, a przynajmniej Rafała Trzaskowskiego. Powodem miała być afera w warszawskim Szpitalu Południowym. Rzeczywiście, Koalicja Obywatelska zaliczyła pewne spadki sondażowe, chociaż nie ma pewności, że akurat informacje o zarobkach Dawida Kacprzyka były ich przyczyną. Afera jednak szybko przestała budzić zainteresowanie mediów, a tym samym i opinii publicznej. Prace nad zapowiadanymi ustawami ograniczającymi zarobki lekarzy utknęły w ministerstwie i nikt już o nich nie mówi, a Prezydent Warszawy bryluje na Campusie Polska. Tak się bowiem dzieje, gdy przestają się pojawiać nowe informacje na jej temat, a na dodatek inne wydarzenie przykuwa uwagę – w tym przypadku był to rozłam w Prawie i Sprawiedliwości. Teraz podobny scenariusz ma miejsce po drugiej stronie politycznej barykady, a związany jest oczywiście z aferą Zondakrypto, z którą wiązani są politycy partii prawicowych i aresztowany właśnie Radosław Piesiewicz, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Tym razem oczywiście koniec PiS-u i Konfederacji zapowiadają politycy ugrupowań rządzących wspierani przez usłużnych komentatorów. I tak jak zawsze za kilka miesięcy mało kto będzie o niej pamiętał. Nie przyniesie też większych zmian w notowaniach partii politycznych, ale może się nawet rządzącym odbić czkawką.
Rynek kryptowalut, podobnie zresztą jak same kryptowaluty, budzą kontrowersje. Zwłaszcza osoby starsze (przykładem jest chociażby Jarosław Kaczyński) nie darzą zaufaniem tej nowej formy spekulacji, widząc w niej wyłącznie ryzykowaną chęć pomnożenia własnych zysków motywowaną ludzką chciwością. Dlatego też tych kilka tysięcy osób, które zostało oszukanych przez Zondacrypto nie wzbudza takiego współczucia jak to było w przypadku innych tego typu przypadków piramid finansowych, chociaż tam przecież również chodziło o większe zyski niż w przypadku tradycyjnych form oszczędzania i inwestowania. Z kryptowalutami jest jednak inaczej. Chętnie bowiem korzystają z nich organizacje przestępcze, które w ten sposób skuteczniej przed organami ścigania ukrywają swoje nielegalne dochody. Na dodatek, mimo że premier szacował liczbę poszkodowanych na około 30 tys., to do tej pory do prokuratury zgłosiło się zaledwie kilkaset osób. To znacznie mniej niż w przypadku innych podobnych afer.
Związki szefa giełdy Zondacrypto z politykami prawicy są niepodważalne. Trudno się jednak dziwić, że finansował fundacje i imprezy organizowane przez Prawo i Sprawiedliwość oraz Konfederację. Sławomir Mentzen i politycy jego ugrupowania są przecież gorącymi zwolennikami wolnego rynku i przeciwnikami wszelkich państwowych regulacji, które mogłyby zaszkodzić właścicielom kryptowalutowego biznesu. Ich zdaniem każdy ponosi ryzyko, a tym samym odpowiedzialność, za swoje czyny, a ewentualne oszustwa można ścigać dopiero, gdy zostaną popełnione. W Prawie i Sprawiedliwości zwolenników libertarianizmu może nie jest zbyt wielu, ale za to uwielbienie dla Donalda Trumpa jest czasami większe niż do Jarosława Kaczyńskiego. A ponieważ amerykański Prezydent jest od pewnego czasu fanem kryptowalut (w trakcie swojej pierwszej kadencji był raczej wobec nich sceptyczny), to i główna amerykańska partia w naszym kraju też musi wspierać rozwój tej formy działalności gospodarczej. Tym bardziej zaś popierać kryptowaluty musi Karol Nawrocki. A że przy okazji można jeszcze było zdobyć środki na prowadzenie działalności politycznej, to prawicowi politycy postanowili połączyć przyjemne z pożytecznym. Nie spodziewali się, że wdepną w bagno i dadzą swoim politycznym przeciwnikom polityczne złoto. A powinni.
Politycy prawicy korzystający ze wsparcia Przemysława Krala (Przemysław Wipler z Konfederacji, Zbigniew Ziobro z Prawa i Sprawiedliwości oraz jego partyjny kolega Michał Moskal, co którego nie ma jednak pewności, że korzystał ze wsparcia finansowego tej firmy, ale po spotkaniu na Ibizie z Przemysławem Kralem zgłosił poprawki do ustawy regulującej rynek kryptowalut)) wykazali się niewyobrażalną wprost głupotą. Za giełdą Zondacrypto (i jej poprzedniczką firmą BitBay) od dawna ciągnął się smród, który trudno było nie zauważyć. Przecież pierwszy jej szef Sylwester Suszek zniknął w tajemniczych okolicznościach w 2022 roku, a jego miejsce zajął Przemysław Kral, który był wcześniej był jego najbliższym współpracownikiem i głównym prawnikiem firmy. Śledztwo dziennikarskie już w 2020 roku wykazało, że wśród założycieli firmy byli przestępcy skazywani wcześniej na kary wieloletniego więzienia. Pojawiały się również doniesienia – mówił o tym również Donald Tusk – o powiązaniach firmy z rosyjską mafią, która często ma ścisłe związki z kremlowskimi służbami specjalnymi. Wytknął to zresztą politykom prawicy Sławomir Cenckiewicz pisząc o skrajnej naiwności prawicowych polityków, którzy licząc na olbrzymi dopływ gotówki nie zastanawiali skąd potencjalny sponsor ma taką kasę i dlaczego miałby akurat ich sponsorować. Jak na razie jednak dziennikarskie śledztwa nie wykazały istnienia potężnego układu łączącego prawicowe partie i Karola Nawrockiego z przestępczą działalnością Przemysława Krala. Podejrzane i moralnie naganne kontakty niektórych prawicowych polityków, to jeszcze nie jest mafijny związek polityczno-biznesowy.
Jak na razie do aresztu trafił tylko szef Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Działalność Radosława Piesiewicza w polskim sporcie od lat wzbudza kontrowersje. Dzięki różnym powiązaniom potrafił zorganizować spore pieniądze, które zasilały budżety związków sportowych – siatkówki (w którym był wiceprezesem) oraz koszykówki (tu przez kilka szefował) i oczywiście swój własny. Zbudował tym swoją wiarygodność i dlatego obiecując ogromne pieniądze ze spółek Skarbu Państwa, które miał mu załatwić Jacek Sasin, został wybrany na szefa PKOl głosami szefów związków sportowych. I dopóki dostarczał im kasy, cieszył się ich pełnym poparciem. Gdy jednak władza się zmieniła i kranik z pieniędzmi został zakręcony, ci sami ludzie, którzy go popierali, wystąpili przeciw niemu. Zapewne dlatego Piesiewicz chcąc odzyskać ich poparcie szukał nowego źródła finansowania i dlatego podpisał umowę z Zondacrypto. Oczywiście w życiu nic nie jest za darmo, a więc prawdopodobnie obiecał lobbing na rzecz Przemysława Krala i jego firmy, za co dostał zegarek wart 40 tys. euro – w jego kupno za gotówkę nikt chyba nie wierzy. Powoływanie się na wpływy w zamian za korzyści materialne jest teraz jednym z postawionych mu zarzutów postawionych mu przez prokuraturę. Drugi jest dość dziwny. Kral miał odzyskać swoją prywatną kasę zainwestowaną w kryptowaluty ze szkodą dla innych wierzycieli. Tyle, że przecież trudno oczekiwać od kogoś kto stara się odzyskać zagrożone pieniądze, że będzie interesował się losem innych pokrzywdzonych. I jaką w ogóle miałby możliwość sprawdzenia stopnia zaspokojenia ich roszczeń. Może jest to i niemoralne zachowanie, ale nie wszystko co niemoralne powinno być penalizowane. Także zastosowanie aresztu tymczasowego wobec Radosława Piesiewicza, dość obrzydliwej postaci, budzi wątpliwości. Mimo formalnie dużego zagrożenia karą, ewentualny wyrok za obietnicę, której nie miał prawdopodobnie nawet zamiaru spełnić, nie będzie duży, a groźba matactwa też nie istnieje – przecież kontaktu z Przemysławem Kralem Radosław Piesiewicz nie ma.
Szemrana postać Przemysława Krala może jednak okazać się samobójczym strzałem obecnie rządzącej koalicji. Jak donoszą media szef giełdy Zondacrypto otrzymał status małego świadka koronnego. Nie oznacza to całkowitego zwolnienia z odpowiedzialności karnej, ale daje mu szansę nadzwyczajnego złagodzenia kary w zamian za zeznania obciążające innych. Sens tej dość kontrowersyjnej z moralnego punktu widzenia instytucji polega na tym, że łagodniej traktując jednego z przestępców, wymiar sprawiedliwości może otrzymać dowody pozwalające postawić w stan oskarżenia innych przestępców, których czyny z punktu widzenia prawa karnego są znacznie poważniejsze. Tymczasem w tym przypadku mamy do czynienia z człowiekiem, który okradł tysiące ludzi, próbował korumpować polityków, a być może jest zamieszany w śmierć Sylwestra Suszka. A co w zamian? W zamian prokuratura dostanie zeznania kompromitujące politycznych przeciwników obecnie rządzącej ekipy. Nawet jeżeli na tej podstawie będzie można im postawić zarzuty, to przecież waga ich czynów nijak się ma do przestępczej działalności Przemysława Krala. Oczywiście dla polityków rządzącej koalicji to polityczne złoto. Ale co to ma wspólnego z tak często przez nich podnoszoną praworządnością?
Dodatkowym problemem może być udział w całym przedsięwzięciu Romana Giertycha, który jest czynnym adwokatem, ale należy również do wąskiego grona najbliższych współpracowników Donalda Tuska. Sytuacja, w której postępowanie karne prowadzi prokuratura, której niezależność jest co najmniej wątpliwa (Prokuratorem Generalnym jest przecież Waldemar Żurek), a przedstawicielem oskarżonego jest Roman Giertych – prominentny przedstawiciel obozu władzy mający bezpośredni dostęp do premiera, w oczywisty sposób generuje rodzi podejrzenia o rzeczywiste intencje wymiaru sprawiedliwości. W tej sytuacji zeznania Przemysława Krala będą postrzegane, i to nie tylko przez prawicowych wyborców, za mało wiarygodne – przecież im bardziej szef Zondacrypto pogrąży prawicę, tym bardziej może liczyć na łagodniejszy wyrok. Widzą to niebezpieczeństwo nieliczni politycy rządzącej koalicji. Inni uważają inaczej, a niektórzy nawet nie ukrywają, że nie ma to żadnego znaczenia, o ile tylko uda się dojechać prawicę. Cel uświęca środki.
Roman Giertych próbuje uzasadniać swoje zaangażowanie troską o pokrzywdzonych klientów Zondacrypto. Twierdzi, że dzięki jego działaniom Przemysław Kral przekazał do dyspozycji prokuratury 100 mln zł. O podobnej sumie mówi też Waldemar Żurek, chociaż nie wiadomo czy chodzi o te same pieniądze. Problem jednak polega na tym, że prokuratura wstępnie szacuje wielkość roszczeń na 350 mln zł, przy czym dotyczy to wyłącznie osób, które zgłosiły się organów ścigania. Znacznie większe wyliczenia przedstawił syndyk spółki BB Trade Estonia OÜ (operatora giełdy, którego upadłość ogłosił właśnie sąd w Tallinie), Margus Lentsius. Estończyk twierdzi, że łączna suma roszczeń może wynieść aż 700 mln. euro, a więc około 3 mld zł. Może Roman Giertych zamierza dopłacić ze swoich rezerw finansowych, które po sprawie Polnordu znacząco wzrosły? Chociaż nie na tyle, żeby zaspokoić wszystkich pokrzywdzonych klientów Zondacrypto.
Skrajna polaryzacja polskiej sceny politycznej ograniczyła do minimum wpływ nawet największych afer na zmianę sympatii politycznych wyborców. Dlatego afera z giełdą Zondacrypto nie będzie miała w dłuższej perspektywie większego znaczenia. Dopóki będą się pojawiały nowe informacje, w tym oczywiście przecieki z prokuratury (stała metoda działań Romana Giertycha przetestowana przy okazji ostatniego przesłuchania Jarosława Kaczyńskiego w sprawie „dwóch wież”), być może także nagrania z rozmów prowadzonych przez Przemysława Krala, sprawa będzie medialnie żyła. Zainteresowanie opinii publicznej będzie jednak słabło, chyba że pojawią się próby uzyskania zgody Sejmu na zatrzymanie parlamentarzystów prawicy – to zawsze jest dość widowiskowe wydarzenie. Nie ma jednak co liczyć na sądowe wyroki, a najwyżej skierowane zostaną do sądu tuż przed wyborami akty oskarżenia. W międzyczasie zostaną oczywiście ujawnione nowe afery, będą miały miejsce nowe rosyjskie prowokacje, a może nawet bezpośrednie ataki na infrastrukturę lub obiekty przemysłowe, pojawią się nowe ugrupowania polityczne, a istniejące będą się łączyć lub dzielić. I mało kto będzie pamiętał o aferze, która zgodnie z intencjami obozu rządowego miała doprowadzić do ostatecznego skompromitowania opozycji. Dokładnie taki sam los podzielą kolejne afery, które będą dotyczyły polityków partii rządzących. A przecież demokracja miała eliminować nieuczciwych i skompromitowanych polityków ze sfery publicznej. Kiedyś tak to działało, chociaż aspekt polityczny zawsze miał spore znaczenie. Teraz jest decydujący. Wyborcza weryfikacja przestała działać.
Karol Winiarski
