Jak prowadzić interesy w Cesarstwie Rosyjskim – instrukcja obsługi
Przedsiębiorcy, odkąd zaczęła funkcjonować ta grupa społeczna, zmagają się niezmiennie z tymi samymi przeciwnościami losu More →
Przedsiębiorcy, odkąd zaczęła funkcjonować ta grupa społeczna, zmagają się niezmiennie z tymi samymi przeciwnościami losu More →
29 sierpnia ma odbyć się pierwsza sesja zgromadzenia Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii – poinformował prezydent Katowic Marcin Krupa. Do tego czasu chciałby zakończyć konsultacje projektu statutu GZM i mieć już konsensus ws. składu zarządu Związku.
Zgodnie z rozporządzeniem Rady Ministrów ws. utworzenia w woj. śląskim związku metropolitalnego pod nazwą Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia, powstał on 1 lipca 2017 r., a zacznie działać od 1 stycznia 2018 r. Organizacja – mocą ustawy przygotowanej specjalnie dla tego regionu – zrzeszy 41 tamtejszych samorządów.
Zgodnie z ustawą Katowice mają szczególną rolę w tworzeniu metropolii. Od 1 lipca br. pełnomocnikiem ds. utworzenia związku jest prezydent Katowic, któremu ustawa daje specjalne uprawnienia związane z przygotowaniem organizacyjnym i prawnym związku (ma zadania i kompetencje zgromadzenia metropolii do dnia jego pierwszej sesji oraz zarządu – do dnia jego wyboru).
Jak zapewnił Krupa, przygotowany już projekt statutu GZM został rozesłany do zaopiniowania przez wszystkie 41 gmin.
„Czekamy, bodaj do czwartku, na zgłoszenia uwag i poprawek. Naniesiemy je – jeżeli będą zasadne – i przedstawimy projekt nadzorowi prawnemu wojewody. Potem musimy przekazać go do ministerstwa i zatwierdzony przez ministerstwo statut będziemy poddawali pod głosowanie” – powiedział prezydent Katowic.
„Pierwsze zgromadzenie (GZM – PAP) planujemy na 29 sierpnia. Ze statutem powinniśmy na nie zdążyć, jednak będzie to zależało od wszystkich szczebli, które projekt musi przejść po drodze. Ja jestem zobowiązany do przedstawienia statutu, jego projekt jest gotowy. Jeżeli nie będzie jeszcze wszystkich uzgodnień potrzebnych do jego uchwalenia, nie ma problemu, by na pierwszym zgromadzeniu dyskutować na ten temat” – uznał.
Krystalizuje się skład zarządu
Zaznaczył też, że krystalizuje już skład przyszłego zarządu GZM. „Myślę, że w najbliższym czasie poznamy już może nawet pełen skład zarządu metropolii – z tą funkcją oczywiście najważniejszej osoby (przewodniczącego)” – wskazał Krupa. Wyraził nadzieję, że także w tej kwestii konsensus zostanie wypracowany jeszcze przed 29 sierpnia.
„Jeżeli będziemy mieli zgodę, co do całego zarządu, będziemy go głosowali; jeżeli nie – tak długo będziemy pracowali, aż uzyskamy pełną aprobatę” – zasygnalizował prezydent Katowic.
Pytany, czy wraz z początkiem prac organów GZM zamierza inspirować kierunki prac koncepcyjnych czy strategicznych Krupa podkreślił, że zastanawiał się nad tą kwestią. Uznał jednak, że nie chciałby stać się jedynym decydującym, co do kształtu i działania biura metropolii, które docelowo będzie zajmowało się tego typu zadaniami.
„Oczywiście zaproponuję pewne rozwiązania, natomiast myślę, że to już jest rola samego zgromadzenia i samego zarządu, aby to im było najwygodniej realizować ich cele. Narzucanie z góry często powoduje problemy” – przypomniał.
W tym m.in. kontekście wskazał na konstrukcję zapisu projektu statutu proponującego, aby posiedzenia zgromadzenia GZM odbywały się „nie rzadziej”, niż co kwartał.
„Oczywiście częstsze spotkania są jak najbardziej wskazane, w szczególności w początkowym stadium tworzenia metropolii, natomiast z biegiem czasu będzie to już należało do zgromadzenia, do przewodniczącego” – zaznaczył Krupa. „Trzeba mieć świadomość, że metropolię tworzymy na wiele lat” – zastrzegł.
Zgodnie z założeniami ustawy metropolia tworzona w centralnej części woj. śląskiego ma wykonywać zadania publiczne w zakresie m.in.: kształtowania ładu przestrzennego, rozwoju społecznego i gospodarczego, planowania, koordynacji, integracji oraz rozwoju publicznego transportu zbiorowego.
Górnośląsko-Załębiowską Metropolię tworzy 41 miast i gmin centralnej części woj. śląskiego, o łącznej powierzchni 2553 km kw, zamieszkałych łącznie przez blisko 2,3 mln osób.
Źródło: portalsamorzadowy.pl
Dolina Białej Przemszy zwana także Krainą Białej Przemszy do niedawna prawie zupełnie nieznana mieszkańcom Sosnowca staje się coraz częściej przez nich odwiedzana. Do czego przyczyniły się coroczne piesze i rowerowe EKORADY organizowane przez Związek Stowarzyszeń „Zielony Ring Przemszy” w których uczestniczyła min. młodzież ze szkół sosnowieckich (Ostrowy Górnicze,Maczki,Kazimierz Górniczy), jak również organizowane od wielu lat spływy kajakowe zapoczątkowane przez Klub Ekologiczny „Zielony Ring Przemszy”, a następnie kontynuowane przez inne organizacje społeczne i niektóre władze miejskie.
Na początku pragnę przekazać czytelnikom, którzy nie znają tej Doliny lub znają ją bardzo mało-garść informacji, które to informację na pewno ich zainteresują a może nawet zaintrygują jak np. taka informacja, że na terenie dorzecza Białej Przemszy jest znacznie więcej chronionych gatunków roślin niż w Białowieskim Parku Narodowym a są to przede wszystkim różnorakie piękne storczyki i rosiczki.
Zlewnia rzeki Białej Przemszy rozciąga się na obszarze 876,6 km2. Źródło Białej Przemszy znajduje się na torfowiskach pod Wolbromiem. Długość rzeki Białej Przemszy to 63,9 km. Najważniejsze jej dopływy to rzeczki: Tarnówka, Biała, Centuria, Sztoła, Bobrek. Biała Przemsza płynie od źródła prostym odcinkiem przez Chrząstowice by później płynąc meandrami przez Golczowice,Klucze Chechło i Pustynię Błędowską przeciąć malowniczy łańcuch wzgórz w Okradzionowie i Chwaiboskiem. Jest to Przełom Białej Przemszy, zwany Szwajcarią Zagłębiowską.
W dzielnicy Dąbrowy Górniczej tj. Okradzionowie znajduje się zabytkowy wodny młyn zamieniony na elektrownię wodną oraz czynny młyn zbożowy. Dalej rzeka przepływa meandrami przez Gminę Sławków i dzielnicę Sosnowca Maczki . Następnie płynie wzdłuż Długoszyna-dzielnica Jaworzna i przez dzielnice sosnowieckie tj. Jęzor – gdzie znajduje się mała elektrownia wodna i Bór-gdzie znajduje się bardzo duże ujęcie wody dla elektrowni Jaworzno III aby na koniec wpłynąć do rzeki Czarna Przemsza w miejscu nazwanym Trójkątem Trzech Cesarzy na pograniczu miast Sosnowca i Mysłowic.
Jeśli chodzi o spływy kajakowe rzeką Białą Przemszą to pierwszy pionierski spływ kajakowy zorganizowany po II Wojnie Światowej tą rzeką odbył się w sierpniu 2002 roku a zorganizował go Klub Ekologiczny „Zielony Ring Przemszy” wspólnie z Związkiem Harcerstwa Rzeczpospolitej na odcinku rzeki Dąbrowa Górnicza Okradzionów – Sławków przysiółek Ryszka. Spływ zabezpieczany przez ratowników Katowickiej Grupy Płetwonurków „Foki” dowodzonych przez Macieja Rokusa. Celem pionierskiego spływu było przede wszystkim zainteresowanie społeczności lokalnej naturalnym pięknem pradoliny rzeki Białej Przemszy.
W 2003 roku Klub Ekologiczny „Zielony Ring Przemszy”, który w 2004 roku przemianował i ukonstytuował się i jako Związek Stowarzyszeń „Zielony Ring Przemszy”, zorganizował po udrożnieniu następnego odcinka rzeki Biała Przemszy, drugi pionierski spływ na znacznie dłuższym odcinku rzeki tj. Okradzionów-Maczki, którego komandorem był Krzysztof Szumera.
Należy w tym miejscu podkreślić, że pionierskie spływy kajakowe mogły się odbyć tylko dzięki bardzo dużym wysiłkowi członków Zielonego Ringu Przemszy, którzy z dużym poświęceniem oczyszczali koryto rzeki z barykad powalonych przez wiatr drzew jak również innych zatorów. Następne spływy już w skali regionalnej były organizowane przez Sosnowiecki Klub Kajakowy PTTK pod kierownictwem komandora Marka Lityńskiego, a także przez MOSiR Dąbrowa Górnicza.
W obecnym roku w dniach 2-4 czerwca odbył się ogólnopolski spływ w którym uczestniczyło ponad stu kajakarzy. Spływ ten stanowił ukoronowanie wysiłków wszystkich pionierskich poprzedników. Głównym organizatorem spływu była Fundacja kajakowa TOŁHAJ-GDK ,przy dużej pomocy miasta Jaworzna. Związek Stowarzyszeń „Zielony Ring Przemszy” również przyłączył się do organizowania i uczestnictwa w spływie.
Należy również przypomnieć o organizowanym corocznie od 2016 roku spływie kajakowym FLIS PRZEMSZĄ, ale już nie rzeką Białą Przemszą lecz rzeką Przemszą od Trójkąta Trzech Cesarzy, aż do ujścia do Wisły.
Włodzimierz Wieczorek

Zbigniew Byszewski, pełniący do tej pory funkcję naczelnika Wydziału Edukacji oraz pełnomocnika prezydenta ds. edukacji z dniem 1 sierpnia został powołany na stanowisko zastępcy prezydenta miasta.
Nowemu zastępcy prezydenta podlegać będą następujące wydziały UM w Sosnowcu:
– Wydział Edukacji
– Wydział Kultury i Promocji
– Wydział Rozwoju i Przedsiębiorczości
– Wydział Komunikacji
– Biuro Miejskiego Rzecznika Konsumentów
Jednocześnie informujemy, że od 1 sierpnia w strukturach Urzędu Miejskiego działają dwa nowe wydziały: Wydział Kultury i Promocji oraz Wydział Rozwoju i Przedsiębiorczości.
Wydział Kultury i Promocji powstał na skutek połączenia Wydziału Kultury i Komunikacji Społecznej z częścią Wydziału Rozwoju i Promocji. Naczelnikiem wydziału został Michał Mercik, dotychczasowy naczelnik Wydziału Rozwoju i Promocji.
Naczelnikiem Wydziału Rozwoju i Przedsiębiorczości został Tomasz Szymonowicz pełniący do tej pory funkcję kierownika Referatu Rozwoju i Obsługi Inwestora w Wydziale Rozwoju i Promocji.
Źródło i zdjęcie UM
Już w najbliższy czwartek 3 sierpnia Plac Viannaya zamieni się w salę koncertową. Wykorzystując potencjał jakim jest piękna scena zewnętrzna Kopalni Kultury, zaprasza na wyjątkowe wydarzenie.
To będzie pierwszy koncert na scenie zewnętrznej nowo powstałej instytucji, a także pierwszy koncert plenerowy na Piaskach. Młode, niesamowicie utalentowane siostry – Izabela Wilga i Sławomira Wilga przygotowały recital fortepianowo-skrzypcowy, w którym przeniosą nas w świat muzyki rosyjskiej i polskiej XIX i XX wieku.
Podczas koncertu usłyszymy również Michała Goławskiego – (pianista/baryton), który jest absolwentem Akademii Muzycznej w Katowicach a obecnie coachem w studio operowym we Frankfurcie nad Menem. Gwarantując niesamowite chwile, zapraszamy do naszej plenerowej filharmonii! Wystąpią: Sławomira Wilga – skrzypce Izabela Wilga – fortepian Michał Goławski – baryton początek o godz. 18:00,
Wstęp wolny.
W przypadku niesprzyjającej pogody, koncert odbędzie się wewnątrz budynku, w Sali koncertowej Kopalni Kultury.
Źródło: kopalniakultury.czeladz.pl
Dwa weta Prezydenta Andrzeja Dudy zaskoczyły zdecydowaną większość Polaków. Najbardziej chyba polityków jego macierzystego obozu politycznego, którzy nie kryli zdenerwowania. Ich reakcje świadczą zresztą o tym, że o żadnej „ustawce” być nie może. Z kolei wedle dość powszechnej opinii Andrzej Duda w końcu wybił się na niepodległość, a przynajmniej rozpoczął proces uniezależniania się od swojego dotychczasowego środowiska. Niektórzy chcieliby już go widzieć jako twórcę nowego obozu politycznego i gwaranta utrzymania niezależności wymiaru sprawiedliwości. To stanowczo zbyt optymistyczne oczekiwania wobec Prezydenta RP, które na dodatek nie znajdują potwierdzenia w faktach.
Przede wszystkim w swoich wystąpieniach tłumaczących zawetowanie dwóch ustaw Prezydent nie wspomniał o ich niekonstytucyjności. Nie wynikało z nich również, że powodem odesłania obydwu ustaw do Sejmu był sprzeciw wobec skróceniu kadencji członków Krajowej Rady Sądownictwa (co ciekawe, kilka miesięcy wcześniej przez chwilę miał co do tego wątpliwości) czy też możliwość odesłania sędziów Sądu Najwyższego, w tym Pierwszego Prezesa tego organu, w stan spoczynku. W zasadzie jedynym merytorycznym powodem miało być przekazanie szerokich kompetencji w zakresie decydowania o składzie Sądu Najwyższego Prokuratorowi Generalnemu (w rzeczywistości Ministrowi Sprawiedliwości, ale po likwidacji niezależności prokuratury rok temu, stanowiska te są połączone), co rzeczywiście nie znajduje żadnego uzasadnienia ani w polskim prawie, ani w też w polskiej tradycji. Chodziło więc o osobę, a nie o same uprawnienia. Wygląda na to, że gdyby ustawa powierzyła te kompetencje Prezydentowi RP, Andrzej Duda nie miałby żadnych wątpliwości i ustawy zostałyby podpisane.
Brak sprzeciwu Prezydenta wobec istoty planowanych zmian potwierdza też podpisanie przez niego nowelizacji ustawy o sądach powszechnych. Również ona przewiduje możliwość odwołanie prezesów sądów i ich zastępców bez podania jakiegokolwiek uzasadnienia w ciągu pierwszych sześciu miesięcy jej obowiązywania. Decyzja należy do Ministra Sprawiedliwości, który na dodatek będzie mógł powoływać nowych prezesów sądów bez konieczności uzyskania zgody kogokolwiek (do tej pory kandydat ministra musiał uzyskać pozytywną opinię zgromadzenia ogólnego sędziów danego sądu lub Krajowej Rady Sądownictwa – wystarczyła pozytywna jednego z tych dwóch ciał). Może też odwołać powołanego przez siebie prezesa na podstawie bardzo subiektywnych przesłanek (np. niskiej efektywności działań w zakresie nadzoru administracyjnego lub organizacji pracy podległego sądu). W tym przypadku KRS będzie mógł co prawda „obronić” prezesa, ale większością 2/3 głosów. Nawet przy obecnej strukturze tej instytucji, w której ośmiu członków reprezentuje władzę ustawodawczą i wykonawczą, wymagałoby to jednomyślności sędziowskiej części KRS, co wydaje się bardzo wątpliwe. Po zmianie sposobu wyboru członków Krajowej Rady Sądownictwa będzie już w praktyce całkowicie niemożliwe.
Ustawa zawiera także zapisy pozornie dostosowujące kryteria wiekowe przejścia w stan spoczynku do tych, które powszechnie będą obowiązywały od października wszystkich Polaków (oczywiście z wyłączeniem służb mundurowych i górników) – czyli 65 lat dla mężczyzn i 60 lat dla kobiet. Różnica jednak polega na tym, że w przypadku innych zawodów to uprawnienie pracownika, a nie obowiązek. W przypadku sędziów sytuacja wyglądałaby inaczej – mogliby oni pracować dłużej, ale wyłącznie za zgodą Ministra Sprawiedliwości. Do tej pory wystarczało zaświadczenie lekarskie i oświadczenie sędziego. Wyłącznie więc od stanu zdrowia i woli sędziego zależał moment przejścia w stan spoczynku. Dopiero przekroczenie 70 roku życia powodowało nieodwołalne przejście na sędziowską „emeryturę”.
Dlaczego Andrzej Duda nie zawetował trzeciej ustawy. Być może uznał, że w tym przypadku to jedynie poszerzenie, chociaż bardzo znaczące, uprawnień Ministra Sprawiedliwości, którymi dysponował on już wcześniej. Możliwe, że nie chciał całkowicie ulegać presji „ulicy i zagranicy” i tym samym ostatecznie zrywać ze swoim obozem. Może nie chciał wetować ustawy, co do której do tej pory nie zgłaszał żadnych zastrzeżeń. Jednak niezależnie od powodów, które nim kierowały jak na razie nie widać, żeby Prezydent był przeciwny zasadniczemu kierunkowi dokonywanych zmian, a jego zastrzeżenia dotyczą raczej kwestii personalnych i szczegółów proponowanych rozwiązań.
Kluczowe dla poznania rzeczywistych motywacji Andrzeja Dudy będą dwie sprawy. Po pierwsze, poznanie treści uzasadnienia odmowy podpisania ustaw, co nastąpi w najbliższych dniach po przesłaniu do Sejmu formalnego wniosku o ponowne ich rozpatrzenie. Po drugie przedstawienie nowych projektów ustaw, co zgodnie z zapowiedzią Prezydenta ma nastąpić w ciągu dwóch miesięcy. Wtedy ostatecznie okaże się czy Andrzej Duda rzeczywiście przestał być notariuszem rządzącej partii, czy też był to raczej jednorazowy sprzeciw lekceważonego już nie tylko przez Jarosława Kaczyńskiego, ale też przez innych polityków Zjednoczonej Prawicy, Prezydenta. Szczególną zajadłość wykazują tu zresztą liderzy Solidarnej Polski. Wynika to chyba nie tylko z faktu, że to przecież lider tej partii Zbigniew Ziobro był autorem zawetowanych ustaw, ale też rozpoczynającej się walki o schedę po starzejącym się Jarosławie Kaczyńskim.
O rzeczywistej zmianie postawy Prezydenta mogłaby świadczyć inna zawetowana przez niego ustawa – o Regionalnych Izbach Obrachunkowych. W uzasadnieniu do swojej decyzji, która w ferworze sporu o sądy przeszła prawie bez echa, Andrzej Duda wyraźnie podkreśla, że naruszała ona autonomię samorządu terytorialnego. Szczególne zastrzeżenia Prezydenta wzbudziła możliwość natychmiastowego zawieszenia samorządowych organów wykonawczych (wójta, burmistrza lub prezydenta, zarządu powiatu oraz zarządu województwa) i wprowadzenia na dwa lata zarządu komisarycznego w razie braku uchwalenia przez organ stanowiący (radę gminy, radę powiatu, sejmik województwa) lub odrzucenia przez Regionalną Izbę Obrachunkową finansowego programu naprawczego. Jest on konieczny, gdy zadłużenie gminy przekracza określone w ustawie wskaźniki. Tym samym za decyzję jednego organu (na dodatek w przypadku RIO pochodzącego wyłącznie z nominacji Prezesa Rady Ministrów) ukarany byłby zupełnie inny organ. W chwili obecnej zawieszenie organów samorządu terytorialnego i wprowadzenie zarządu komisarycznego jest możliwe w „razie nierokującego nadziei na szybką poprawę i przedłużającego się braku skuteczności w wykonaniu zadań publicznych”. Ale zastosowanie takiego środka nadzorczego przed jej wejściem w życie podlegało do tej pory możliwości zaskarżenia do sądu administracyjnego. Teraz w opisanych wyżej przypadkach miałoby rygor natychmiastowej wykonalności.
Nowelizacja ustawy o Regionalnych Izbach Obrachunkowych była przedstawiana przez opozycję i część samorządowców jako próba przejęcia przez Prawo i Sprawiedliwość kontroli nad samorządem terytorialnym. Proponowane rozwiązania rzeczywiście wzmacniały wpływ administracji rządowej, ale ich praktyczne znaczenie nie byłoby zbyt duże. W roku 2016 Regionalne Izby Obrachunkowe sprawowały nadzór nad 2808 jednostkami samorządu terytorialnego – 2414 gminami, 66 miastami na prawach powiatu (powiatami grodzkimi), 314 powiatami ziemskimi i 16 województwami. Postępowanie naprawcze zostało wprowadzone jedynie w przypadku 14 jednostek (w przypadku 4 kolejnych decyzja RIO była negatywna) i to najczęściej niewielkich, a więc nie mających z politycznego punktu widzenia dużego znaczenia. Zagrożenia związane z wejściem w życie tej ustawy było więc stosunkowo niewielkie. A jednak Andrzej Duda zdecydował się na jej zawetowanie podczas gdy wcześniej bez wahania podpisywał np. kolejne ustawy dewastujące Trybunał Konstytucyjny. Być może więc decyzja Andrzeja Dudy miała jedynie na celu zasygnalizowanie opinii publicznej własnej „niezależności”, a nie rzeczywisty sprzeciw wobec stopniowego przejmowania pełnej kontroli przez Prawo i Sprawiedliwość nad wszystkimi organami władzy publicznej. Jej dość przypadkowe nałożenie się na spór dotyczący zmian w sądownictwie spowodowało, że efekt propagandowy, który chciał uzyskać Prezydent, przestał być możliwy do osiągnięcia.
Konflikt dotyczący sądów po raz kolejny wykazał słabość opozycji. Żadna z partii opozycyjnych nie miała przygotowanych projektów ustaw rzeczywiście reformujących polski wymiar sprawiedliwości (w pospiechu wyciągnięto z szuflady projekt stowarzyszenia sędziowskiego „Iusticia”) , chociaż każda zgadzała się z koniecznością dokonania w nim zmian. Kilka ogólnikowych własnych „propozycji” (informatyzacja, asystenci sędziów, zmiany procedury sądowej) to stanowczo zbyt mało jak na partie, których ambicją jest przejęcie władzy po następnych wyborach i które posiadają znaczące zaplecze finansowe i intelektualne. To nie opozycja także organizowała masowe protesty społeczne. Co więcej, obecność liderów partii politycznych na wiecach przed sądami była niepożądana, a gdy pojawili się przed Sejmem, to wzbudzali co najmniej mieszane uczucia, zwłaszcza wśród młodych ludzi. Widać to też po wynikach badania opinii publicznej, które nie odnotowały ani radykalnego spadku poparcia dla PiS, ani tym bardziej wzrostu notowań ugrupowań opozycyjnych. Po kilku miesiącach nie będzie po nich śladu, oczywiście o ile PiS nie podejmie kolejnych działań, które zresztą zapowiada Jarosław Kaczyński. Trudno więc uznać minione wydarzenia za przełomowe z punktu widzenia polskiej sceny politycznej.
Trudno też oczekiwać, że masowe, oczywiście jak na polskie warunki, protesty przekształcą się w nowy, zorganizowany ruch polityczny. Pod sądami w całej Polsce zebrali się ludzie o różnych życiorysach, bardzo zróżnicowanych poglądach i odmiennych politycznych temperamentach. Zdecydowana większość z nich nie zamierza angażować się w zorganizowane życie polityczne. Żadna nowa partia z tego nie powstanie, chociaż prawdopodobnie część z uczestniczących w protestach osób zaangażuje się w działalność już istniejących organizacji społecznych. I to będzie zdecydowanie najbardziej pozytywny efekt tego jednego z najbardziej burzliwych tygodni w najnowszej historii Polski.
Demokracja jest systemem, który dobrze funkcjonuje tylko w przypadku aktywnego zaangażowania społeczeństwa w życie polityczne. I nie chodzi bynajmniej o udział w wyborach czy referendach – ludzie, którzy głosują niekiedy robią to w sposób całkowicie przypadkowy traktując udział w głosowaniu jako „obywatelski obowiązek”, a nie jako świadomy wybór przedstawicieli, którzy w ciągu kilku najbliższych lat będą podejmowali decyzje także ich dotyczące. Ale nawet najbardziej przemyślany wybór nie wystarczy bez stałego monitorowania działalności wybranych posłów i radnych, a także wpływania na podejmowane przez nich decyzje. Także, chociaż nie wyłącznie, poprzez wiece i manifestacje. Każda władza, nawet ta obecna, musi się z tym liczyć. Nawet jeżeli cofnięcie jest wyłącznie taktyczne i czasowe, zgodnie z zasadą jeden krok w tył, dwa do przodu. Czy i tak będzie w przypadku wymiaru sprawiedliwości, zobaczymy za parę miesięcy. Z wielu wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego i jego współpracowników wynika, że tak właśnie może być. Ale też wiele wskazuje, że kolejne kroki w kierunku umacniania władzy rządzącego ugrupowania będą się spotykały z coraz większym oporem coraz liczniejszej aktywnej części naszego, która jest im przeciwna.
Widoczna zmiana w zachowaniach społecznych rodzi jednak także niebezpieczeństwa. Coraz bardziej widoczny jest podział Polaków na dwa wrogie plemiona, z których każda obejmuje około 1/3 społeczeństwa – pozostali są całkowicie bierni politycznie. Podziały dzielą dotychczasowych znajomych, przyjaciół, rodziny. Jak na razie agresja ogranicza się do coraz bardziej emocjonalnych i brutalnych wypowiedzi padających po obydwu stronach politycznej barykady. Ale granica, której być może nikt nie chce przekraczać, niebezpiecznie się zbliża. A po jej przekroczeniu już nigdy nie będzie tak jak było. I jak jeszcze jest.
Karol Winiarski
Ministerstwo Rozwoju przedstawiło Program dla Śląska, czyli jeden z kluczowych projektów Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju (SOR), który ma zmienić profil gospodarczy regionu. – Od nowych form działalności gospodarczej zależy wzmocnienie konkurencyjnej pozycji województwa w Polsce oraz w Europie – mówił w piątek (28 lipca) podczas posiedzenia Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego, Jerzy Kwieciński, wiceminister rozwoju.
Projekt programu został w piątek przedstawiony w Katowicach podczas obrad plenarnych Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego. Rozpoczęły się też konsultacje projektu. Wiceminister rozwoju Jerzy Kwieciński akcentował, że to jeden z najważniejszych projektów SOR, szczególnie w obszarze dotyczącym spójności terytorialnej i rozwoju Polski. Podkreślał, że Górny Śląsk jest jednym z najsilniejszych gospodarczo regionów kraju, jednak ostatnio odnotowuje osłabienie tempa wzrostu i obniżenie jakości życia mieszkańców.
Wśród przedsięwzięć wymienionych w projekcie Programu dla Śląska uwzględniono m.in: programy sektorowe dla kluczowych branż, jak przemysł stalowy (INNOSTAL), motoryzacyjny (INNOMOTO) i elektroenergetyczny (PBSE), Centrum Kompetencyjno-Demonstracyjne (powoływane w ramach ustawy Przemysł 4.0), konsorcjum jednostek naukowych i przedsiębiorstw nad badaniami i rozwiązaniami ograniczającymi zjawisko smogu, likwidację niskiej emisji, a także inwestycje w transport drogowy, kolejowy, metropolitalny, śródlądowy i energetykę.
„Od nowych form działalności gospodarczej zależy wzmocnienie konkurencyjnej pozycji województwa w Polsce oraz w Europie. Program dla Śląska zawiera kompleksowy zestaw działań zarówno inwestycyjnych, jak i tzw. miękkich, finansowanych ze źródeł unijnych i krajowych, będących odpowiedzią rządu na zapotrzebowanie woj. śląskiego” – powiedział podczas obrad WRDS wiceminister Kwieciński.
Zaznaczył, że Program dla Śląska koncentruje się na: inwestycjach w gospodarkę wykorzystującą nowoczesny przemysł i innowacje, dostosowaniu kapitału ludzkiego do potrzeb zmieniającego się rynku pracy oraz rozwoju kapitału społecznego, a także poprawie jakości życia. „Uzupełnieniem jest zapewnienie odpowiedniej infrastruktury technicznej dla rozwoju gospodarczego i wykorzystanie potencjału wysokiego zurbanizowania regionu” – wskazał wiceminister.
Projekt Programu diagnozuje m.in., że jednym z istotnych wyzwań dla regionu jest podniesienie innowacyjności i produktywności gospodarki regionu z wykorzystaniem istniejących sektorów przemysłowych, a także zwiększenie konkurencyjności Śląska i uniezależnienie jego rozwoju od sektora wydobywczego.
„Rozwój taki wymaga skierowania dodatkowych środków na zwiększenie aktywności zawodowej i podniesienie kwalifikacji mieszkańców regionu. Planowane działania zakładają m.in. podniesienie kompetencji cyfrowych i umiejętności pracowników w regionie, promowanie śląskich uczelni oraz studentów w zakresie mobilności i wymiany międzynarodowej” – wymienia w piątkowej informacji MR.
Projekt zakłada też wsparcie infrastruktury transportowej – połączeń autostradowych, dróg szybkiego ruchu, dróg lokalnych, zmodernizowanych konwencjonalnych linii kolejowych, transportu publicznego i wodnego. Priorytetem ma być zapewnienie stabilnych dostaw energii, co wiąże się z koniecznością utrzymania i zwiększenia mocy wytwórczych, poprawą infrastruktury przesyłu i dystrybucji energii elektrycznej, przy wykorzystaniu nowoczesnych technologii.
Źródło: portalsamorzadowy.pl
fot. Grupa PTWP
Nowy sezon Zagłębie rozpoczęło meczem z drużyną, która wyjątkowo nie leży sosnowiczanom. Dość powiedzieć, że z siedmiu ostatnich meczy z Olimpią Grudziądz nie wygraliśmy żadnego. W wyjściowym składzie Zagłębia znalazło się tylko czterech zawodników ubiegłorocznej kadry, więc postawa była jedną wielką niewiadomą. Pierwsze 10 minut to bojaźliwa nieco gra zespołu Zagłębia, jakby z pewnym onieśmieleniem, ale wziąwszy pod uwagę debiut na Ludowym tak wielu zawodników, jest to zrozumiałe. Później było już znacznie lepiej. Najpierw w 12 minucie w dobrej sytuacji znalazł się Szymon Lewicki, ale strzelił wprost w bramkarza, następnie piękny strzał z ok. 20 metrów Adama Banasiaka sparowany na rzut rożny. Po kilku dość składnych atakach gospodarzy, do głosu doszli goście groźnie kontratakując. W sumie pierwsza połowa stała na bardzo przeciętnym i wyrównanym poziomie.
Początek drugiej połowy to nieco żywsza gra z obu stron. Widocznie trenerzy obu zespołów powiedzieli w przerwie po kilka strych słów swoim podopiecznym. Nieco bardziej zdeterminowane wydawało się Zagłębie, które częściej atakowało, ale nader widoczny był brak płynności i zrozumienia w zespole. Z drugiej strony trudno było oczekiwać, że w pierwszym meczu sezonu drużyna tak mocno zmieniona, będzie stanowić monolit. W 61 minucie ponownie bliski szczęścia był pozyskany właśnie z Olimpii Adam Banasiak, ale bramkarza gości wyręczył Wojciech Małecki. W odstępie trzech minut (66 – 68) trener Dariusz Banasik dokonał dwóch zmian: za za Tomasza Nawotkę wszedł Nuno Malheiro, a za Żarko Udovicicia na boisku pojawił się Alexandre Cristovao. Te zmiany nie wpłynęły znacząco na jakość gry i kilka minut później nastąpiła trzecia zmiana w Zagłębiu: z boiska zszedł zmęczony Adam Banasiak, a zastąpił go Robert Sulewski. W 85 minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Marcin Woźniak przyłożył precyzyjnie głowę do piłki i ta wylądowała w siatce Zagłębia. Tradycji stało się za dość – czwarta z rzędu porażka Zagłębia z Olimpią.
Zagłębie Sosnowiec – Olimpia Grudziądz 0 : 1 ( 0 : 0)
Skład Zagłębia:
Dawid Kudła, Konrad Wrzesiński, Arkadiusz Jędrych, Mateusz Cichocki, Žarko Udovičić, Tomasz Nawotka, Sebastian Milewski, Tomasz Nowak, Wojciech Łuczak, Adam Banasiak, Szymon Lewicki Rezerwowi: Matko Perdijić, Patryk Mularczyk, Arkadiusz Najemski, Igor Krzykowski, Alexandre Cristóvão, Nuno Malheiro, Robert Sulewski Trener: Dariusz Banasik
Skład Olimpii
Wojciech Małecki, Michael Olczyk, Matic Zitko, Marcin Woźniak, Miha Goropevsek, Damian Michalik, Robert Janicki, Kamil Kurowski, Daniel Feruga, Marcin Kaczmarek, Ville Salmikivi Rezerwowi: Patryk Królczyk, Maciej Wolski, Wołodymyr Kowal, Eusebio Bancessi, Jakub Wawszczyk, Damian Ciechanowski, Tomasz Wełna Trener: Jacek Paszulewicz
W latach 70. XIX w. we Francji powstało Towarzystwo Bezimienne Kopalń Węgla „Czeladź”. Jego oryginalna nazwa brzmiała: Société Anonyme des Mines de Czeladz. Jak wskazuje historyk – Rafał Kowalczyk – przedsiębiorstwo to było powiązane z Janem Kellerem oraz bankiem „Société de Crédit Industriel et Comérciel”. Francuskie towarzystwo przemysłowe w 1879 r. nabyło od górnośląskiego przedsiębiorcy – Ernesta Kramera kopalnię węgla kamiennego oraz nadania górnicze pod Czeladzią. Dzięki nowemu właścicielowi i poczynionym przez niego inwestycjom kopalnia „Czeladź” stała się nowoczesnym i prężnie rozwijającym się zakładem. Wraz z rozbudową i modernizacją kopalni powstała baza mieszkaniowa dla jej pracowników, a także m.in. szkoła, kościół i klub urzędniczy.
Każdy kto wybierze się do dzielnicy Czeladzi – Piaski będzie mógł zobaczyć wspomniane budynki, które swą architekturą i estetyką znacząco różnią się od obiektów tego samego przeznaczenia, spotykanych w innych częściach Zagłębia Dąbrowskiego i Górnego Śląska.
Zwiedzającego czeladzkie osiedle z pewnością oczaruje budynek przy ul. Sikorskiego. Został wybudowany na początku lat 20. XX w. Mieścił się w nim wspomniany klub urzędniczy. Jakiś czas temu został wyremontowany i robi duże wrażenie. Ale największa niespodzianka kryje się tuż za jego drzwiami. Kiedy uda się nam przekroczyć próg budynku (który nie jest ogólnodostępny dla zwiedzających) tuż pod swoimi stopami, na posadzce, zobaczymy stary ale nadal piękny wizerunek Bezimiennego Towarzystwa Kopalń. To unikatowy na skalę zagłębiowską przykład tak umieszczonego i zachowanego do dnia dzisiejszego loga przedwojennego przedsiębiorstwa przemysłowego. Jest to mało znana ciekawostka dotycząca osiedla na Piaskach. Tym bardziej zasługuje na przypomnienie o niej, w sytuacji kiedy coraz więcej osób w regionie zaczyna się interesować przeszłością swojej małej ojczyzny. Tak więc zapraszam serdecznie do wycieczek po różnych zakątkach Zagłębia. Może komuś z Państwa uda się trafić na zapomniany „skarb” przeszłości….
Na koniec pragnę podziękować Stowarzyszeniu Miłośników Czeladzi oraz Filipowi Wachowi za pomoc przy stworzeniu niniejszego artykułu.
Zdjęcia dawnego klubu urzędniczego w Czeladzi-Piaskach Ft. Filip Wach)
Logo Towarzystwa Bezimiennego Kopalń Węgla „Czeladź” na posadzce dawnego klubu urzędniczego (Źródło: Czeladź Kolonia Piaski: katalog zabytków, Cz. 1-3, oprac. Magdalena i Stanisław Łabuzowie, Czeladź 2001)
Na zdjęciu tytułowym Drzwi dawnego klubu urzędniczego w Czeladzi-Piaskach (Fot. Filip Wach)
Dariusz Majchrzak
Bibliografia (wybór):
Źródło: klubzaglebiowski.pl
Będąc senatorem ze Śląska, tak podczas spotkań z wyborcami, jak i w biurze, wysłuchuję non stop skarg na polski wymiar sprawiedliwości. Ludzie skarżą się na niesprawiedliwe wyroki, sprawy ciągnące się latami, niekończące się wymiany pism, utratę zdrowia i pieniędzy. Bodaj jeden przykład: 10 miesięcy więzienia dostaje ktoś, kto rzucił tortem w panią sędzię, która złamała wszelkie zasady prawne i moralne wydając skandaliczny wyrok w stosunku do Kiszczaka, a ktoś, kto był zaangażowany w bardzo poważną działalność przestępczą, łącznie z napadami i pobiciami, dostał 10 miesięcy więzienia z zawieszeniem.
Trójpodział władzy polega na tym, że każda z władz jest kontrolowana przez obywateli, niestety, stało się tak, że naród kontroluje tylko parlament, rząd i prezydenta, natomiast trzecia władza jaką są sędziowie, zamieniła się w „nadzwyczajną kastę”: sami się wybierają, awansują i wynagradzają. To dlatego Prawo i Sprawiedliwość umówiło się z Polakami w kampanii wyborczej na reformę wymiaru sprawiedliwości, na reformę sądownictwa. Dzisiaj obietnicy dotrzymaliśmy.
To zrozumiałe, że każde nawet minimalne zreformowanie wymiaru sprawiedliwości, budzi odruch obronny tego środowiska. Najlepiej świadczy o tym wypowiedź prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf, iż w wyniku działań rządzących może dojść „do zburzenia tego, co zbudowaliśmy od czasu po zaborach”. Z pewnością pani Prezes chodziło o to, by rządzący uszanowali konstytucyjną niezawisłość władzy sądowniczej. Zgadzam się. Ale przecież niezawisłość sędziego nie oznacza niezawisłości od obowiązującego systemu prawa. Podobnie też niezależność sądu nie może być niezależnością od powszechnie przyjętych zasad. Praworządność wymaga, aby każda władza, nie wyłączając sędziowskiej, nie tylko prawo stosowała, ale była mu podporządkowana.
Rozpoczęta reforma nie jest zamachem na niezawisłość sędziowską, ponieważ to Krajowa Rada Sądownictwa – według poprawki prezydenta wybrana przez Sejm 3/5 głosów – będzie decydować o składzie Sądu Najwyższego, co oznacza konieczność wypracowania politycznego porozumienia ponad podziałami w celu mianowania większości członków KRS. To bardzo ważny głos prezydenta, który powinien rozwiać większość obaw o upolitycznienie sądów.
Nie jest też zamachem na sędziowską niezawisłość rozszerzenie kompetencji ministra sprawiedliwości przy powoływaniu prezesów i wiceprezesów sądów, ponieważ oni sprawują tylko funkcje administracyjne. W zasadzie wszystkie zmiany w trzech ustawach – o ustroju sądów powszechnych, o KRS i o Sądzie Najwyższym – mają usprawnić tok postępowań sądowych, zlikwidować biurokrację, przerost funkcyjnych stanowisk i zagwarantować rzeczywistą niezależność szeregowym sędziom (sędziowie z niższych szczebli mówią wprost, że prezesami sądów zostaje się po „znajomości”, że liczy się „towarzyski układ” a nie kompetencje, że w polskim sądownictwie istnieje bizantyjski system powiązań i „folwarków prezesów”). Jednym słowem, to środowisko jest bardziej lojalne wobec siebie nawzajem niż wobec interesu Polski.
Nie będę wspominał o patologiach w środowisku sędziowskim, na które zbyt słabo reagowały Krajowa Rada Sądownictwa oraz Sąd Najwyższy. Obywatele często są traktowani w sądach skandalicznie, bardzo często wyroki sądowe są wyrazem dowolności orzeczniczej, a nierzadko i przekupstwa. Np. ileż krzywd doznali od wymiaru sprawiedliwości weterani opozycji niepodległościowej tak przed 1989 r., jak i po tej dacie. Niezweryfikowani prokuratorzy i sędziowie wszystkich szczebli wydawali i wydają nadal haniebne orzeczenia niezgodne z obowiązującym prawem. Swoją nieudolność i arogancję podpierają majestatem Rzeczypospolitej.
Z burzliwej sejmowej i senackiej debaty, a przede wszystkim z butnego zachowania środowiska sędziowskiego wynika wprost, że reforma sądownictwa jest jedną z najtrudniejszych. Wspomniana prezes SN M. Gersdorf nie ukrywa, że najbardziej niepokojąca w ustawie o SN jest Izba Dyscyplinarna. Te słowa wprost pokazują, o co naprawdę chodzi w tym sporze: sędziowie najbardziej obawiają się, że przestaną być bezkarni, że nie będą mogli tuszować afer swoich kolegów po fachu. Immunitet ma chronić niezawisłość, a nie gwarantować bezkarność.
Jeszcze raz podkreślę: reforma wymiaru sądownictwa jest po to, aby Polacy przekonali się, że idą do sądów po sprawiedliwość. Muszą wiedzieć, że zawsze kiedy potrzebują ochrony, sąd szybko i sprawnie im pomoże. A tak, niestety, nie jest. Czas to zmienić, ta reforma należy się Polakom.
Czesław Ryszka
Senator RP
Ps. Weto prezydenta wobec dwóch z trzech ustaw reformujących wymiar sprawiedliwości – Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa – większość Polaków przyjęła z zaskoczeniem. Czyżby to oznaczało koniec reformy sądownictwa? Mam nadzieję, że skoro prezydent wziął na swoje barki reformę sądownictwa, uznał, że skoro mianuje sędziów, to powinien kontrolować ich przydatność oraz niezawisłość – reforma sądownictwa nastąpi, choć zapewne się opóźni.