• Felietony, opinie, komentarze
  • Historia i tożsamość Zagłębia
  • Tokowisko
  • Prawnik radzi
Sosnowiec online
  • Sosnowiec
    • Sport
    • Samorząd
    • Kultura
    Koszykarki z brązowym medalem

    Koszykarki z brązowym medalem

    Ciężka przeprawa

    Ciężka przeprawa

    Faworytki nie zawodzą

    Faworytki nie zawodzą

    Z Krakowa na tarczy, ale czy zasłużenie?

    Z Krakowa na tarczy, ale czy zasłużenie?

  • Region
    • Zagłębie
    • Dąbrowa Górnicza
    • Czeladź
    • Będzin
    Sosna za plastik

    Sosna za plastik

    Taco Hemingway – „Koła” (wersja nieoficjalna) – teledysk z sosnowieckimi hokeistami

    Taco Hemingway – „Koła” (wersja nieoficjalna) – teledysk z sosnowieckimi hokeistami

    Ogłoszenie o likwidacji Stowarzyszenia

    Piknik lotniczy i otwarcie lądowiska w Niegowoniczkach

    Piknik lotniczy i otwarcie lądowiska w Niegowoniczkach

  • Sport
  • Głosy polityków
  • Nasze Interwencje
  • Znalezione w sieci
Sic transit gloria mundi

Sosnowiec

Sic transit gloria mundi

Redaktor Naczelny wtorek, 23 czerwca 2026

Udostępnij na

W pierwszym roku swojej drugiej kadencji Donald Trump odniósł kilka spektakularnych sukcesów w polityce zagranicznej. Chociaż większość konfliktów, które zakończył, zapewne prędzej czy później zostaną wznowione, to jednak samo nawet chwilowe przerwanie działań wojennych bez wątpienia ocaliło wiele ludzkich istnień. Podobnie należy ocenić spektakularną akcję amerykańskich komandosów w Wenezueli, która doprowadziła do aresztowania Nicolasa Maduro i jego małżonki. Doprowadziło to do zwolnienia części więźniów politycznych, chociaż pozostali członkowie reżimu mają się dobrze, a najbardziej widoczną zmianą jest reorientacja tego kraju w polityce gospodarczej i politycznej. Nawet polityka celna, mimo całego zamieszania z nią związanej, przyniosła zwielokrotnienie wpływów do amerykańskiego budżetu. Wojna z Iranem zmieniła wszystko.

Administracja Donalda Trumpa, nigdy nie określiła w sposób precyzyjny celów, które chciała osiągnąć atakując reżim ajatollahów. Z różnych wypowiedzi amerykańskich polityków można jednak domniemywać, że były nimi: zmiana reżimu (niekoniecznie na demokratyczny), a przynajmniej reorientacja jego polityki zagranicznej, doprowadzenie do rezygnacji z programu atomowego i likwidacji zapasów wzbogaconego uranu oraz radykalne osłabienie potencjału militarnego i gospodarczego Iranu. Po dwóch miesiącach walk, gdy żaden z tych celów nie został w pełni zrealizowany, Amerykanie zdecydowali się na zawarcie zawieszenia broni, a następnie za wszelką cenę starali się je utrzymać, mimo kolejnych prowokacji Iranu i coraz bardziej asertywnego stanowiska reżimu w Teheranie. Jednocześnie dążyli do zawarcia porozumienia, które otwarłoby dla statków handlowych Cieśninę Ormuz, ponieważ nie byli w stanie doprowadzić do tego środkami militarnymi. Ostatecznie, w dniu urodzin Prezydenta Trumpa, zostało podpisane memorandum, które pokazuje skalę porażki jaką poniosło największe mocarstwo świata w starciu ze średniej większości państwem, na dodatek od lat pozostającym w permanentnym kryzysie spowodowanym sankcjami międzynarodowymi, ale i polityką gospodarczą skorumpowanego reżimu.

Na początku roku masowe demonstracje Irańczyków zostały brutalnie stłumione przez siły bezpieczeństwa wierne reżimowi. Zginęło być może nawet kilkadziesiąt tysięcy osób. Każdy, kto ma choć minimalną wiedzę historyczną wie, że po porażce narodowego czy społecznego zrywu, musi upłynąć dużo czasu zanim kolejne wystąpienie przeciw władzy będzie możliwe. A jednak w Białym Domu panowało przekonanie, że wystarczy zaatakować reżim z zewnątrz, a cały naród powstanie i obali znienawidzone władze. Nic takiego się nie stało. Wręcz przeciwnie, poparcie dla ajatollahów wzrosło, co jest naturalną reakcją ludzi, na których spadają rakiety i bomby. Tym bardziej, że ataki przeprowadzali też Izraelczycy, a stosunek do tego kraju, nie tylko w Iranie, po zbrodniach popełnianych w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu, jest jednoznacznie negatywny. Zawarcie porozumienia z ajatollahami i zapowiedź zniesienia sankcji, oznacza faktyczne legitymizację zbrodniczego reżimu. Można się tylko dziwić naiwności irańskiej opozycji, która wierzyła w szczerość amerykańskich intencji.

Przyszłość nuklearnego programu Iranu nie została jednoznacznie przesądzona w memorandum. Co prawda Iran zadeklarował, że nie będzie dążył do stworzenia bomby atomowej, ale przecież nigdy nie twierdził inaczej (w tekście porozumienia w tym punkcie zostało użyte nawet słowo „ponownie”). Negocjacje w tej kwestii dopiero się zaczęły i mają się zakończyć w ciągu 60 dni, ale z możliwością ich przedłużenia. Oczywiście Donald Trump grozi wznowieniem ataków w razie niepowodzenia, ale podobnych deklaracji słyszeliśmy już z ust amerykańskiego Prezydenta w ciągu ostatnich miesięcy wiele. Iran nie ustąpił, a żadnych ataków nie było, ponieważ wojna jest skrajnie niepopularna w USA, a odporność władz w Teheranie na bombardowania okazała się o wiele większa niż się spodziewano. Dlatego Iran będzie przeciągał negocjacje, chyba że Amerykanie zgodzą się na faktyczne kontynuowanie programu nuklearnego, co nie jest takie nieprawdopodobne. Przecież zasadniczym powodem krytyki porozumienia zawartego w 2015 roku w okresie prezydentury Baracka Obamy i ostro kontestowanego przez Donalda Trumpa i Izrael było nieuwzględnienie w nim rozwoju programu budowy rakiet balistycznych. Tymczasem w jednej z ostatniej wypowiedzi amerykański Prezydent uznał, że Iran ma pełne prawo do ich posiadania, skoro inne państwa też je mają. Może więc wkrótce się okaże, że i kontynuowanie programu nuklearnego to nic złego.

Być może powodem zmiany stanowiska Donalda Trumpa były doświadczenia wynikające z przebiegu ostatniej wojny. Okazało się, że równie poważne zagrożenia jak rakiety stanowią drony, które wielokrotnie skutecznie atakowały amerykańskie bazy w całym regionie doprowadzając do poważnych zniszczeń. Tym samym nawet ogromna dominacja lotnictwa sprzymierzonych w irańskiej przestrzeni powietrznej i poważne straty zadane siłom zbrojnym tego kraju nie wyeliminowały całkowicie możliwości ataków odwetowych Teheranu. Do końca działań wojennych Iran był w stanie wysyłać rakiety i drony, koncentrując się głównie na arabskich sojusznikach USA w rejonie Zatoki Perskiej. Ochrona zapewniana im przez amerykańskie systemy obrony przeciwlotniczej okazała się mało skuteczna w przypadku masowego nalotu nisko lecących obiektów bezzałogowych. O wiele bardziej skuteczna była izraelska Żelazna Kopuła i stosunkowo proste uzbrojenie ukraińskie, o które państwa Zatoki zaczęły gwałtownie zabiegać. Okazało się więc, że nawet najbardziej technologicznie rozwinięta broń nie jest w stanie przesądzić o losach współczesnej wojny. Na szczęście, oczywiście z punktu widzenia amerykańskich producentów broni, europejscy politycy i wojskowi, ciągle tego nie rozumieją. Szczególnie odporni na wiedzę są nasze elity i to niezależnie od barw partyjnych.

Straty gospodarcze jakie poniósł Iran w trakcie dwumiesięcznej wojny były bardzo poważne. Dawało to nadzieję, że przynajmniej w krótszej perspektywie osłabi to możliwości prowadzenia przez to państwo aktywnej polityki międzynarodowej i wspierania szyickich organizacji militarnych w całym regionie. Można też było liczyć na pogłębienie nastrojów opozycyjnych w irańskim społeczeństwie, co być może w końcu doprowadziłoby do zmian politycznych. Tymczasem z treści porozumienia wynika nie tylko zniesienie sankcji i stopniowe uwalnianie zamrożonych po islamskiej rewolucji irańskich aktywów, ale przede wszystkim utworzenie 300-miliardowego funduszu, z którego finansowana byłaby odbudowa kraju. Nie wiadomo do końca kto miałby się na niego złożyć, chociaż najczęściej mówi się o arabskich krajach Zatoki, które w ten sposób płaciłyby za pokój i możliwość korzystania z morskich szlaków żeglugowych. Tym bardziej, że wstrzymanie pobierania opłat przez Iran w Cieśninie Ormuz zostało zgodnie z memorandum wstrzymane tylko na 60 dni. Niezależnie od tego, kto miałby ponieść koszty odbudowy kraju, stwarza to możliwość rozwoju jego gospodarki i tym samym wzmocnienia poparcia dla reżimu. Podobnie więc jak w przypadku Wenezueli, administracja Donalda Trumpa uznała, że korzyści ekonomiczne są ważniejsze od demokracji i praw człowieka. A nawet od politycznych interesów sojuszników USA.

Zawarte porozumienie wywołało nieukrywaną wściekłość w Izraelu. To oczywiście cios dla polityki Benjamina Netanyahu, którego za kilka miesięcy czekają wybory parlamentarne, a w razie ich przegrania, prawdopodobnie więzienna cela. Ale szok i rozczarowanie dotyczy całej klasy politycznej Izraela i większości społeczeństwa, które niespełna rok temu po zawarciu porozumienia z Hamasem i uwolnienia wszystkich zakładników (lub oddania ich ciał), witało amerykańskiego Prezydenta z nieskrywanym entuzjazmem. To powinno zapalić czerwoną lampkę w umysłach polskich polityków. Skoro Stany Zjednoczone mogły w ten sposób potraktować swoich najwierniejszych sojuszników wspieranych przez ogromnie wpływowe żydowskie lobby, to czego może się spodziewać o wiele mniej znaczący dla polityki amerykańskiej średniej wielkości kraj w Europie Środkowej. Oczywiście wymagałoby to przyznania, że Polska nie jest pępkiem świata i nie odgrywa większej roli w polityce międzynarodowej czego nie zmienią ani głośne krzyki domagające się uznania naszej wyjątkowości, ani też żenujące podlizywanie się nieobliczalnemu arogantowi z Waszyngtonu.

W tym kontekście warto rozpatrywać pomysł utworzenia stałej bazy amerykańskiej w Polsce, który został powszechnie, i jak zwykle całkowicie bezrefleksyjnie, przyjęty przez wszystkich polityków i komentatorów – nawet tych wydawałoby się bardziej krytycznych wobec amerykańskiej polityki. A przecież zakaz stałych baz sojuszu w nowych krajach członkowskich został zapisany w układzie NATO-Rosja w 1997 roku, którego nawet Joe Biden po agresji na Ukrainę nie zdecydował się wypowiedzieć. Pozytywnie do polskiej propozycji odniósł się sekretarz wojny Pete Hegseth, co wzbudziło entuzjazm u naszego ministra obrony. Władysław Kosniak-Kamysz „zapomniał”, że przez wiele miesięcy ten sam człowiek zapewniał go, że żadnej redukcji wojsk amerykańskich w Polsce nie będzie, po czym nie informując nawet swojego polskiego kolegi wstrzymał relokację jednej z brygad do naszego kraju. I chociaż wkrótce potem Donald Trump obiecał, że ilość żołnierzy USArmy w Polsce wzrośnie, to chociaż minął już miesiąc od deklaracji amerykańskiego Prezydenta, to w dalszym ciągu nie wiadomo co konkretnie miał na myśli, a zatrzymana w Stanach Zjednoczonych brygada w dalszym ciągu do Polski nie została skierowana. Tak się traktuje sojuszników, którzy sami siebie nie szanują. Karol Nawrocki dużo mówił o narodowej godności, gdy odbierał Order Białego Wołodymirowi Zełeńskiemu, ale w stosunku do Donalda Trumpa zachowuje się jak posłuszny wasal przybiegający z radością na każde wezwanie swojego seniora. Podobnie zresztą postępują inni polscy politycy, tyle że nie wszyscy mają możliwość aportowania w Białym Domu. A może warto brać przykład z Giorgii Meloni i innych włoskich polityków, którzy stanęli murem za obrażaną przez amerykańskiego chama premier?

Stała amerykańska baza w Polsce miałaby sens, gdyby została umiejscowiona na Przesmyku Suwalskim, a przynajmniej na obszarze płn-wsch. Polski (w Orzyszu). Tam bowiem najbardziej prawdopodobny jest atak rosyjskiej armii, a nie w okolicach Wrocławia, gdzie strona polska chce ją umiejscowić. Taka lokalizacja zmniejsza do minimum groźbę śmierci amerykańskich żołnierzy w pierwszej fazie działań wojennych, a o to przecież chodzi, ponieważ zwiększyłoby to w bardzo znaczący sposób prawdopodobieństwo udzielenia przez Stany Zjednoczone realnej, bezpośredniej pomocy walczącej Polsce. Tylko ktoś kompletnie oderwany od rzeczywistości może myśleć, że w innej sytuacji Amerykanie zaryzykują konflikt z największą atomową potęgą świata (Rosjanie mają większy i nowocześniejszy potencjał nuklearny niż USA, który od dawna nie był modernizowany) w obronie mało znaczącego sojusznika, który co miał kupić u amerykańskich producentów broni, to już kupił. Raczej ewakuują swoich żołnierzy za Odrę i Nysę Łużycką udzielając nam jedynie wsparcia wywiadowczego i pozwalając dokupić amunicję do już posiadanej broni, która w znacznej części zostanie zniszczona w toku walk albo w ogóle nie będzie używana ze względu na jej ograniczoną użyteczność. Tym samym wydamy kilkanaście miliardów dolarów na budowę bazy, kolejne miliardy na utrzymanie jej i stacjonujących tam żołnierzy, Amerykanie dostaną kolejny środek nacisku na Polskę, co pogłębi nasze uzależnienie od Waszyngtonu, a żadnych korzyści mieć nie będziemy.

Czasy mocarstwowej Polski bezpowrotnie minęły. To jednak nie znaczy, że naszego kraju nie stać na samodzielną politykę zagraniczną. Wręcz przeciwnie. Nie stać nas na inną politykę, ponieważ żadna inna nie gwarantuje nam bezpieczeństwa w większym stopniu niż właśnie taka. Kraje europejskie zdolne są jedynie do zwierania coraz to nowych układów obronnych (polsko-francuski, polsko-brytyjski czy francusko-brytyjski) oraz tworzenia tzw. formatów (bukaresztańska dziewiątka, bałtycka ósemka), które świadczą jedynie o jednym – nikt już nie wierzy w skuteczność NATO. Tyle, że to jedynie gra pozorów, która w żaden sposób nie przekłada się na wzrost bezpieczeństwa krajów państw europejskich. Przykładem jest bajdurzenie o nuklearnym parasolu, którym miałaby zostać objęta Polska. Gdyby rzeczywiście jakiś szalony Prezydent Francji zdecydowałby się na użycie broni jądrowej w razie konwencjonalnego czy nuklearnego ataku na Polskę, to większej szkody Rosji by nie wyrządził, za to pół godziny później Paryż byłby atomową pustynią. Podobnie zresztą zachowałyby się Stany Zjednoczone. I nie zmieni tego objęcie Polski programem nuclear sharing, ponieważ decyzja o użyciu broni w dalszym ciągu byłaby w rękach Amerykanów. A żaden trzeźwo myślący Prezydent USA nie podejmie takiej decyzji. Podobnie zresztą jak każdej innej, która naraziłaby jego kraj na konflikt militarny z Rosją.

Wojna na Bliskim Wschodzie pokazuje spadek militarnego i politycznego znaczenia Stanów Zjednoczonych. Oczywiście będą one jeszcze długo silnym państwem, odgrywającym dużą rolę na świecie. Coraz bardziej jednak będą koncentrować się zachodniej półkuli czyli w strefie tradycyjnych wpływów Stanów Zjednoczonych. Zagadką pozostaje polityka USA wobec Chin. Gdy Donald Trump ponownie zasiadał w Białym Domu, wydawało się, że konfrontacja jest nieuchronna. Ostatnia wizyta Prezydenta USA w Chinach pokazuje jednak, że raczej dąży on do porozumienia i być może nawet podziału stref wpływów. Nie ulega jednak wątpliwości, że niezależnie od tego, kto będzie rządził Stanami Zjednoczonymi, zainteresowanie amerykańskiej administracji Europą będzie malało. Rosja, w przeciwieństwie do ZSRR, nie stanowi zagrożenia dla interesów USA, a wręcz przeciwnie, może stanowić miejsce robienia lukratywnych interesów. Z kolei słabnąca gospodarczo i coraz bardziej skłócona Europa stanowić może jedynie kłopot, od którego należy trzymać jak najdalej. Stąd zapadłe ostatnio decyzje o redukcji zaangażowania Stanów Zjednoczonych w systemie obronnym NATO, o których europejscy sojusznicy Stanów Zjednoczonych zostali właśnie poinformowani. Przewidują one:

– redukcję liczby myśliwców F-16 i F-15E przewidzianych do prowadzenia działań w Europie z blisko 150 do 100;

– zredukowanie liczby morskich samolotów rozpoznawczych z 26 do 15 i wycofanie z Europy wszystkich ośmiu latających tankowców;

– relokację okrętu podwodnego uzbrojonego w rakiety i lotniskowca, a także kilku okrętów wojennych i dziesiątków samolotów operujących z pokładu lotniskowca;

– relokację jednej lub dwóch grup bombowców przewidzianych wcześniej do obrony Europy.

Nasi decydenci albo w ogóle tego nie zauważyli, albo nie chcą dostrzec na czym polega obecna polityka Stanów Zjednoczonych. Bo i po co? Przecież lepiej żyć złudzeniami i prowadzić wzajemną nawalankę w polskim bagienku przy okazji żerując na tym, co jeszcze można z kraju nad Wisłą wycisnąć.

Karol Winiarski


Udostępnij na

Powiązane artykuły

Schyłek dominatora

Sosnowiec /

Schyłek dominatora

Historia niczego nie uczy

Sosnowiec /

Historia niczego nie uczy

Prezydencki poker

Sosnowiec /

Prezydencki poker

‹ Schyłek dominatora
  • Felietony
  • Historia
  • Tokowisko
  • Prawnik radzi
  • Okno poezji

Felietony, opinie, komentarze

  • „Komedia. Wujaszek Wania”, czyli spektakularna klapa w Teatrze Zagłębia„Komedia. Wujaszek Wania”, czyli spektakularna klapa w Teatrze Zagłębia
  • Po premierze: „Przodownicy miłości. Rewia związkowo-robotnicza” – czyli klasa robotnicza na scenę.Po premierze: „Przodownicy miłości. Rewia związkowo-robotnicza” – czyli klasa robotnicza na scenę.
  • Druzgocące wnioski po kontroli Regionalnej Izby Obrachunkowej w sosnowieckim magistracieDruzgocące wnioski po kontroli Regionalnej Izby Obrachunkowej w sosnowieckim magistracie
  • Arkadiusz Chęciński – „Dajcie nam pieniądze…”Arkadiusz Chęciński – „Dajcie nam pieniądze…”
  • Ostatni skautOstatni skaut
  • Trzy konwencje wyborcze w dwa dni, czyli dla każdego coś miłegoTrzy konwencje wyborcze w dwa dni, czyli dla każdego coś miłego
  • Kuriozalna odpowiedź prezydenta Sosnowca na list otwarty Dariusza JurkaKuriozalna odpowiedź prezydenta Sosnowca na list otwarty Dariusza Jurka
  • Jesteśmy biedni, ale i tak was uszczęśliwimy…Jesteśmy biedni, ale i tak was uszczęśliwimy…
  • Dylematy polityka, czyli trudno łatwo żyćDylematy polityka, czyli trudno łatwo żyć
  • Korupcja czy pusta kasaKorupcja czy pusta kasa
  • Wicepremier Beata Szydło w PO-PiS-owym SosnowcuWicepremier Beata Szydło w PO-PiS-owym Sosnowcu
  • Spryt a inteligencjaSpryt a inteligencja
  • Prezydent czy celebrytaPrezydent czy celebryta
  • Pan Prezydent odpłynąłPan Prezydent odpłynął
  • Świętowanie i politykaŚwiętowanie i polityka
  • Po premierze „Wojny światów” – recenzjaPo premierze „Wojny światów” – recenzja
  • Sosnowieckie przypadkiSosnowieckie przypadki
  • Ujemne saldo migracji wewnętrznej w Sosnowcu – miasto znowu dołuje, a nadzwyczajna propaganda sukcesu trwaUjemne saldo migracji wewnętrznej w Sosnowcu – miasto znowu dołuje, a nadzwyczajna propaganda sukcesu trwa
  • Ile zarabiają w Sosnowcu?Ile zarabiają w Sosnowcu?
  • Biedny SosnowiecBiedny Sosnowiec

Historia i tożsamość Zagłębia

  • Produkcja wojskowa w Sosnowcu: 1918-1945 r.Produkcja wojskowa w Sosnowcu: 1918-1945 r.
  • Bitwa na SaturnieBitwa na Saturnie
  • Cześć i Chwała Bohaterom!Cześć i Chwała Bohaterom!
  • Prelekcja Grzegorza OnyszkiPrelekcja Grzegorza Onyszki
  • Ksiądz Stanisław Bilski czyli modernizm nad BrynicąKsiądz Stanisław Bilski czyli modernizm nad Brynicą

Nasze interwencje

  • Sosnowiecka podróż w czasieSosnowiecka podróż w czasie
  • Sorry, taki mamy klimat…Sorry, taki mamy klimat…
  • Czy ulica Gospodarcza po remoncie będzie węższa i dlaczego?Czy ulica Gospodarcza po remoncie będzie węższa i dlaczego?
  • Wspólnoty Mieszkaniowe skarżą się na Prezydenta Miasta SosnowcaWspólnoty Mieszkaniowe skarżą się na Prezydenta Miasta Sosnowca
  • Z twórcami miastu nie po drodzeZ twórcami miastu nie po drodze

Najbardziej popularne

  • Piękny film oparty na faktach (lektor) – dotyczy autora „Rozmów z Bogiem”
  • O niej wkrótce może być bardzo głośno…
  • Sosnowiec i Zagłębie w nowym województwie
  • Karol Winiarski – Prawo czy bezprawie?
  • Sosnowieccy lekarze przed Sądem Lekarskim

Powrót na górę strony

  • Cookies
  • Kontakt
© Sosnowiec online 2026
Powered by WordPress • Themify WordPress Themes
Facebook